Polaa - trzymam kciuki xxx
A ja dopiero teraz mam chwile zeby zasiac przed kompem na dluzsza chwile. Moj m. w domu ale nie myslalam ze tak szybko beda mi dni uciekaly i to nie Zuzia tylko Kuba jest strasznie absorbujacy.
Teraz moge wam po troszku opowiedziec o moim porodzie. W sumie to nie bylo tak szybko bo pierwsze bole dostalam w czwartek ok 17tej, ale jeszcze zabralismy Kube do biblioteki, zrobilismy zakupy, potem obiad sie zjadlo i tak jakos mi zlecialo do 21tej kiedy to skurcze zaczely sie czeste i wtedy to juz bylam przekonana ze to nie falszywy alarm. O polnocy zadzwonilam do szpitala i kazali mi przyjechac. Jechalam z mysla ze mnie odesla z powrotem, a tu niespodzianka 5cm, wiec zostalismy. Jednak przez kolejne 6h skurcze nieregularne a Zuzia ciagle w zlej pozycji (back to back) i sie uparciuch nie chcial przekrecic. O 5 polozna przebila worek zeby odeszly wody, zeby przyspieszyc skurcze i to troche pomoglo. O 7 rano polozna powiedziala ze czas myslec nad innym rozwiazaniem tj. epidural + szczypce, bo maly uparciuch ciagle sie nie obrocil. Dala mi pol godziny do namyslu. Jak mnie zbadala o 7.30 to sie okazalo ze mala sie przekrecila i kilka minut pozniej trzeba bylo pchac. 15min i Zuzia byla na swiecie :-) ku mojej uldze!!! W sumie jestem bardzo zadowolona ze tylko na gazie sie udalo, bo w sumie to juz po kilku godzinach czulam sie znacznie lepiej.
Teraz musze tylko dojsc do ladu z rutyna w domu, bo poki co to nasze zycie jest troszke be ladu i skladu, ale na to potrzeba czasu :-)