Hej dziewczyny!
Pozwole sobie dolaczyc sie do Was

mam nadzieje,ze mnie przyjmiecie do swojego grona hihi

Tez mieszkam w Uk,jestem mama prawie 2,5-letniego chlopczyka i obecnie jestem w 37 tyg.ciazy
Moze napisze cos o moim pierwszym porodzie.A wiec bylam na wizycie w szpitalu 6 dni po terminie(sama,gdyz maz jeszcze byl w pracy i nie wiedzial co sie szykuje).Pani doktor zrobila mi masaz szyjki macicy-po ktorym ostrzegla,ze moge krwawic,ale nie jest to nic groznego dla dzidzi,zmierzyla cisnienie.Po tym stwierdzila,ze juz mnie zostawia w szpitalu,bo mam wysokie cisnienie( a z natury naleze do tych osob z niskim cisnieniem,nawet bym powiedziala z bardzo niskim)no i dostalam pierwsza tabletke na wywoalnie skurczy i oznajmila,ze jeszcze dzisiaj urodze.No to ja za zlapalam za tel.i zadzwonilam do meza,ze ma przyjezdzac bo dzisiaj bedzie akcja porodowa

Zaprowadzili mnie na sale przedporodowa i podpieli pod ktg.O godz.17 przyjechal moj maz wraz ze swoim kuzynem i przywiezli mi moja torbe.czywiscie zaczeli mnie rozsmieszac,bo ja troszke dziwnie sie czulam,tak nieswojo.Posiedzieli troche no i pozniej juz pojechali,bo jeszcze sie nic nie zapowiadalo.Po godz.18 dostalam nastepna tabletke na wywolanie no i okolo godz.20 zaczely sie skurcze coraz to silniejsze.Zaczelam dzwonic do meza,ze ja nie wytrzymam.Po 21 godz.pielegniarki przygotowaluy mi kapiel.Weszlam do wody na 10-15 min.bo juz wiecej nie moglam usiedziec z tego bolu.Poszlam do tej sali no i nagle poszlam siusiu do ubikacji i tam odszedl mi czop sluzowy,wiec wezwalam pielegniarke,a ta zawolala polozna,zeby mi sprawdzic rozwarcie no i tak okolo godz.22 zawiezli mnie na porodowke.Maz przyjechal,byl przy mnie caly czas.Podawal mi maske z tym glupim jasiem hihi po niej czulam sie,jakbym sobie wypila (dobre dla mnie bylo ale tylko na te poczatkowe skurcze,bo pozniej to juz nic mi nie dawalao caly czas utrzymywala ten stan-wirowka w glowie).Tam tez bylam podpieta pod ktg,bo musieli monitorowac serduszko mojego synia.Lezalam,zabronili mi wstawac,a do tego mialam jeszcze bole krzyzowe (masakra!),podnosilam sie i mowilam,ze ide do domu.A one mnie kladly spowrotem na lozko.Za bardzo nie widzialam jak moj maz to przezywa,bo po tej masce caly czas czulam,ze mam karuzele.Wycieral czolo,podawal wode do picia,tyle co pamietam.i pozolna caly czas mnie namawiala na zastrzyk w noge,czyli ta petydyne.Ja nie godzilam sie,bo chcialam rodzic bez znieczulenia,no ale w koncu sie zdecydowalam.Musze powiedziec,ze po tym zastrzyku chyba mi sie akcja porodowa zwolnila,bo tylko mi tyle dalo,ze miedzy skurczami przysypialam no i jak znow byl skurcz budzilam sie (moze za pozno sie zdecydowalam na ten zastrzyk,bo praktycznie od poczatku mnie namawialy na niego).No i tak po 5 godz.nad ranem przyszla taka polozna murzynka bardzzo ale to bardzo sympatyczna(no i powiedziala do mnie no kochaniutka to rodzimy,albo zrobisz 3 duze push albo 6 malych

to ja te 3 duze zrobilam-jakos dalam rade no i wyszedl nasz kochaniutki synus godz.5.25.Dali mi synka odrazu,wycalowalam go i za chwile zabrali,by go wytrzec troszeczke i zwazyc,zmierzyc oraz ocenic jego stan.Maz caly szczesliwy,zaczal wydzwaniac do rodziny,ze mamy synka i niestety ale musial isc do domku,bo polozne kazaly mi odpoczywac.Nawet sil nie mialam,zeby odrazu isc pod prysznic.Po 2 godzinkach snu,przyszla pielegniarka i powiedziala,ze moge isc wziasc prysznic,a ona mi popilnuje maluszka,a tak sie balam go zostawic,zeby mi nikt go nie ukradl

ale jak wrocilam pielgniarka caly czas siedziala przy nim,no i jeszcze 2 przyszly i staly nad tym lozeczkiem niunia,bo wlozyl sobie kciuka do buzi i zaczal tak cmokac,ze wszystkie sie smialy,ze zostalo mu jeszcze to z brzuszka hihi.Pozniej zabrali nas na sale poporodowa i tam zostalam jeszcze na noc,a na drugi dzien nas wypisali o godz.12.30

Tylko jeszcze chcialam dodac,ze z opieki bylam naprawde zadowolona,na sali porodowej jak i poporodowej.Polozne,pielegniarki,panie ktore pokazywaly jak przystawic dzidzie do piersi,wszyscy byli pomocni

Teraz mam nadzieje,ze tez mi sie trafi taki mily personel,gdyz bede rodzic w tym samym szpitalu.Mam nadzieje,ze nikogo nie zanudzilam,bo sie niezle rozpisalam.A i zaznaczam,ze opisujac swoja historie nie mialam na mysli,zeby przyszle mamusie (te poraz pierwszy rodzace)nastraszyc.Kazda kobieta jest inna,inaczej przechodzi ciaze i porod.Dodam,ze w tej pierwszej ciazy,to tez slyszlaam opowiesci,jak inne kobiety rodzily,ale jakos tak wiekszego strachu nie mialam,gdyz nie wiedzialam jak to wszystko bedzie wygladac u mnie.A teraz musze przyznac,ze mam wiekszego stracha.Caly czas mysle kiedy to nastapi,boje sie zebym sama wtedy w domu nie byla.Mam sny o dzieciach co jakis czas.A ogolnie to jest mi ciezko,gdyz brzuszek mam spory,no i wtej ciazy jestem oslabiona,bo mam anemie,ale biore zelazo.Czasami mi sie ciezko oddycha,nie moge spac w nocy itp.Jutro ide do poloznej,dowiem sie co i jak.Aaa i mam termin na 19 grudnia

chociaz mam nadzieje,ze wczesniej urodze.Pozdrawiam Was wszystkie

Obecnym mamusia gratuluje pociech a przyszlym szczesliwego rozwiazania!A jedno pytanko:ktore z Was spodziewaja sie dzidzi i jak sie czujecie dziewczyny??