Siaga, widzę, że wychwyciłaś ostanie zdanie z mojego postu o rozstaniu z Zosią.
Faktycznie wisiało ono na włosku. Po wyjściu ze szpitala dopadły mnie dreszcze i wysoka temperatura.
W środę byłam na ostatniej wizycie przed porodem [FONT=Helvetica, Arial, lucida grande, tahoma, verdana, arial, sans-serif]
-całe [/FONT][FONT=Helvetica, Arial, lucida grande, tahoma, verdana, arial, sans-serif]
szczęście[/FONT][FONT=Helvetica, Arial, lucida grande, tahoma, verdana, arial, sans-serif]
, że jej nie odwołałam, bo się przydała. Doktor zleciła mi zrobienie CRP. Nie podobała się jej moja rana po cc. Podejrzewała ropień i że trzeba będzie otworzyć ranę. To, co ja przeżyłam nie da się opisać. Świadomość pobytu w szpitalu, ponowna operacja, zmroziły mnie do szpiku kości.
W środę wieczorem pojechałam do szpitala, bo CRP wzrosło ponad 10-krotnie. Lekarz dokładnie zobaczył ranę i stwierdził, że nie trzeba otwierać, bo na jego oko ropień się (jeszcze) nie zrobił, aczkolwiek jest zgrubienie przy ranie. Dał mi antybiotyk.
A wiadomość, że mogę iść do domu, uskrzydliła mnie.Mój mąż na pewno doskonale by sobie poradził z Zosią, bo i tak wszystko robi przy córeczce, ale sama myśl o rozłące z nimi powodowała wodospad łez. Na szczęście odetchnęliśmy z ulgą.
W poniedziałek raz jeszcze zbadam CRP i jeśli stany podgorączkowe będą się nadal utrzymywać, to chyba znowu zawitam do szpitala.[/FONT]
Martaczi, Siaga, [FONT=Helvetica, Arial, lucida grande, tahoma, verdana, arial, sans-serif]
zapraszam na fb. Tam można obejrzeć czuprynkę Zosi [/FONT]
