Witam. Mam do was pytanko. Jako że jesteście przykładami po udanym in vitro powiedzcie mi proszę jak wyglądały wasze pierwsze dni po transferze. Normalnie pracowalyscie czy lezałyście. Jestem po jednym nie udanym transferze - ciaza biochemiczna i niewiem czy to ja w czymś zawinilam czy zarodek był slaby. W chwili obecnej jestem w 2dpt i mam nadzieje że się uda i mieć pewność że zrobiłam wszystko żeby się udało. ;-) z górydzięki za odpowiedzi
O rany różnie było. Pierwszym razem poszłam następnego dnia do pracy - nie udało się. Drugim razem miałam po transferze jeden dzień wolnego - ciąża biochemiczna. Trzecim razem leżałam bykiem prawie tydzień czasu, robiłam wszystko co można było, by pomóc - nie udało się. Teraz było hmmm całkowicie inaczej. Załamałam się trochę że i endometrium spadło do 6 mm w dniu transferu, z 4 zarodków rozmroził się i rozwinął do blastki tylko jeden. Jednak próbowałam wierzyć z całych sił gdzieś tam w środku, ale ogólnie starałam się nie myśleć. W domu byłam jeszcze 2 dni po transferze, ale wpadłam w szał gotowania i prania. Botwinka, pierogi, kapustka, etc. Całymi dniami za garami. Potem do pracy. I stał się cud, w 6 dpt zobaczyłam cień cienia kreski, drugiego był już tak widoczny że mąż i siostra widzieli, a 8 dpt zauważyła moja mama (która ma spore problemy ze wzrokiem). 9 dpt wynik był 121 hcg.
Jak dla mnie to w mniejszej części zależy od oszczędzania (choć i tutaj nie należy szaleć). Dużo zależy od zarodka i szczęścia. Może także nastawienie, lepiej zamiast negatywnego po prostu starać się zapomnieć o tym.
kiwisia trochę Twój mąż przegiął, ale ja stawiam na stres. Praca po godzinach, sprostanie sytuacji w domu, dodatkowo korki. Czasami coś w nas pęka i każdy reaguje wtedy inaczej. Widzę po swoim mężu. Ja ryczę jak szalona, on stara się zachować stoicki spokój w naszym związku, choć czasem i w jego oku dojrzę łezkę. Jednak nie jest to proporcjonalne do tego co my przeżywamy
mazenka powiem szczerze ja wiem że pieniądze stanowią dość istotną kwestię, ale weź pod uwagę swoje zdrowie. Ja też długo się zastanawiałam czy nie zapłodnić dwóch komórek i nie żałuję, że zrobiłam inaczej. Tak czekałabym na kolejną stymulację o kolejne dawki hormonów. To nie jest bez znaczenia dla Twojego organizmu. Na Twoim miejscu nawet nie zastanawiałabym się nad opcją i nawet kredyt bym wzięła by tylko zwiększyć szanse bez ponownej stymulacji.
Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale chyba jak bierzesz opcje bez mrożenia to zapładniają tylko 2 komórki i nawet nie wiesz czy się zapłodnią i rozwiną. No chyba że się mylę. Bo nie sądzę, że zapładniają a potem co z zarodkami? Bodajże takie same reguły prawne wobec in vitro mają Włochy i Niemcy?