Hej, przymierzam sie juz dlugo zeby wreszcie cos napisac na forum.... zmagam sie z nerwicą o przebiegu depresyjnym. Przed ciążą bralam seroxat i bylo wszystko ok. Z momentem zajscia w ciążę zaczelam odstawiac lek. ..ale objawy wrocily z pieciokrotna siłą. Od 13 tygodnia mam wrażenie że ledwo żyję, jestem w 25 tygodniu ciazy i od dwoch tygodni zazywam asertin 50 i trittico 50. Liczę ze coś pomalutku ruszy się z moim samopoczuciem. Dziewczyny doszlam do wniosku ze jest to lepsze niz permanentny stres. Mam dwie przyjaciółki ktore braly przez cala ciaze sertraline i karmią nawet na niej piersią i dzieci są zupełnie zdrowe. Jest to najtrudniejszy okres w moim życiu, mam wrażenie że to zly sen, który musi się skończyć. Dodam ze dzidzia (chlopczyk) byla moim marzeniem. Mam juz 5 letniego synka, dla którego muszę funkcjonować. Od 3 dni wszyscy przechodzimy grypę, co dodatkowo mi nie ułatwia życia. Jestem pod stałą kontrolą psychiatry. Mam wsparcie rodziny ale to co sie ze mna dzieje jest tak jakby niezależne ode mnie. Przychodzą mi do głowy jakies głupie myśli. ... ze ktos mi cos zrobi albo ja zrobię cos sobie, nigdy nie miałam tak nasilonych leków. Mam nadzieję ze wspolnie będzie nam łatwiej przejsc ten trudny czas. Jeju.... wy pewnie tez zadajecie sobie pytanie, dlaczego?