Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
Sumka, bo ten pan co stał obok fotelika miał je w torbie. I jeszcze takie wielkie łyżki- dwie takie jak są dla dzieci, plastikowe, i jedną taką jak normalna- tylko oczywiście duuużą, ciężka była okropnie. Tylko chyba mu się nie chciało wyjmować za każdym razem, bo dziewczynie, która przede mną siadała, nie dał ani ciasteczek, ani łyżek.
Dziękujemy Na pozostałych zdjęciach są te same atrakcje- tylko zamiast mnie mąż i koleżanka, jeszcze fajne było krzesełko do karmienia i stolik, a na nim kubek- niekapek, talerz, kubek zwykły, tylko tragicznie wyszłam więc nie będę straszyć, a Sylwek i Aga tam nie wchodzili.
ja w domku Pampersa byłam dzisiaj i mam przyznam szczerze mieszane uczucia ...
Może trafiłam akurat na taki moment ale było strasznie dużo ludzi. Nie jest to duży domek a wpuszczali bez ograniczeń. Nie było gdzie stanąc a już nie mówie o rozpychaniu się innych rodziców łokcaimi ( oczywiście z maluchami na rękach). Ogólnie jedna wielka kolejka z kilkoma odnóżkami do każdej atrakcji( gdyby wpuszczali do pomieszczenia np. po 20 osób nie było by problemu). Dodatkowo strasznie duszno i głośno - nic dziwnego przy takiej ilości dzieci i dorosłych. Jednocześnie jakaś pani mówiła coś przez mikrofon, a nagłośnienie było chyba ustawione na maxa aby przekrzyczeć wszystki głosy w pomieszczeniu. Rezultat był taki że mój mały wrażliwiec się totalnie rozryczał i wyszliśmy. Ja jedynie zobaczyłam co widzi dziecko, a mąż usiad przy"pierwszym posiłku" i na dużym krzesełku....
O, to niefajnie zrobili. Jak ja byłam, to wpuszczali po kilka osób- np. dwie osoby wyszły, to wchodziły kolejne dwie- i dzięki temu nie było ciasno. I nagłośnienie też było OK, Marta jest ostatnio bardzo wrażliwa na hałasy, a my obeszliśmy spokojnie wszystko, dopiero pod koniec zaczęła się trochę wiercić. Po powrocie do domu oczywiście marudzenie było- ale to jak zwykle po dłuższej wyprawie.
ale jak widać niektórym sie udało ja też jade do warszawy a poniewaz to bedzie juz drugi termin to moze mniej osób bedzie no i juz we wrzesniu nie bedzie chyba duszno
powiedzcie jeszcze tylko czy trzeba sie o to wszystko upominac czy sami dadza to ciastko itd..