Podawałam dane ojca w szpitalu, ale ojciec małego był także ze mną w USC, mały nosi jego nazwisko, został przez niego uznany.
A uznał go, po powiedziałam mu, że ja nie mam żadnych wątpliwości co do jego ojcostwa i jeżeli dobrowolnie go nie uzna, to założe mu sprawę w sądzie o ojcostwo, której to on ponosi całkowite koszty łącznie z badaniem DNA.
Szybko się stawił na wyznaczony przeze mnie termin w USC...
Jeśli chodzi o chrzest, tak jak pisze poprzedniczka. Mój proboszcz wyłożył mi kazanie i stwierdził, że nie wierzy mi, że nie ma NIC między nami. Trudno jego problem, że nie wierzył. W rezultacie chrzciłam małego jednak w szpitalu (ze względu na stan dziecka) z księdzem absolutnie mi nieznanym, ale cudownym.
Jak zobaczył, że dziecka ojca nie ma, spokojnie po chrzcie spytał mnie co się dzieje i centralnie mi powiedział, żebym mu kopa sprzedała no w cztery litery

Musiałam dojrzeć do tej decyzji, ale najważniejsze, że w końcu dojrzałam i jestem w stanie otwarcie mówić o sobie, że tak jestem samotną matką i jest mi z tym lepiej niż gdyby byłabym nieszczęśliwą matką z wrzodem na tyłku w postaci ojca mojego dziecka.
Powodzenia kochana i wytrwałości. Samotna mama, nie znaczy gorsza mama.