witam was dziewczyny.. mam prawie pięciomiesięczną córeczkę Zosię. i nie jestem sama teoretycznie, bo mam męża, niemęża, w sumie ślubu nie mamy, ale jakoś szczególnie nam to nie przeszkadza, pisze na tym wątku ponieważ czuje się niczym samotna matka. Mojego Michała nigdy nie ma, bo pracuje za granicą, tak jak dużo naszych rodaków, nauczyłam się przez to troche pokory, ale jestem wściekła. bardzo kocham moją Zosie, boli mnie to że on niczego nie widzi, żadnych postępów. Nie widział jej pierwszego uśmiechu, nie był z nami na pierwszym spacerze, na szczepieniu, nigdzie, dobrze że na chrzcinach chociaż był. Mamy plan, bo prawdopodobie w niedzielę jedziemy razem z nim i mam nadzieje że to wypali, bo na dłuższą mete tak nie da się życ.