Ale dyskusja sie rozpetala...
Myslisz Mandarynko czy Inka, ze w sloiczkach nie ma konserwantow? Ze sa zdrowsze niz samorobna zupka np. niedoprawiona? Ja uwazam, ze syfy sa i tu i tu. W sloiczkach sa "tuczniki", takie jak olej, maka itd... No i troche jakichstam konserwantow "wg normy europejskiej" ;-) czy jakos tak... W kazdym razie ja uwazam, ze jesli dziecko sprobuje roznych smakow i dostanie z "doroslego" talerza kawalek ziemniaczka czy makaronu to nic mu sie nie stanie. Mysmy naszej na poczatku tez najpierw mowili, ze to nie dla niej jedzonko, potem dawalismy jej flipsy w tym czasie, ale teraz ona jest juz zbyt cwana i prosi wlasnie o to jedzenie. Wybieramy co "zdrowsze" i dozwolone z naszego talerza i dostaje z 5 mini kęsow (tak na koncu lyzeczki czy widelca, zeby po prostu sprobowala, a nie sie najadla). I ona i my mamy frajde. Jak mam mozliwosc to tez sie chowam z jedzeniem przed nia. Niestety jest to trudne przy raczkujacym i chodzacym przy scianach dzieckiem, kiedy jest sie z nim samemu, bo po 1 - trzeba je pilnowac, a po 2 - ono woli byc tam gdzie mama i nawet zostawione w drugim pokoju przyjdzie do mamy...
No to sie rozgadalam - sorry.
Biedronka - moja babcia uzywala Seboradin. Nie wiem czy pomagal, ale smierdzial zawsze na caly dom.