Cześć dziewczyny, To i ja napiszę

Od początku było coś nie tak z ciążą

Na pierwszym USG był sam pęcherzyk, ale może to przez to, że byłam dopiero w 4tyg u gina. Kolejne USG dokładnie w 7tyg, miałam tego dnia pierwsze plamienie, okazało się, że zarodek jest młodszy o tydzień i że pęcherzyk jest bardzo mały, prawie taki sam jak zarodek, ale serduszko biło. Przepisałam duphaston i kazała czekać. Za tydzień na USG wyszło, że zarodek urósł, pęcherzyk też, ale cały pęcherzyk wypełniał zarodek, a nie powinno tak być

Zarodek nie miał się jak rozwijać...

4 dni później nie mogłam w ogóle spać (ogólnie miałam problemy ze snem ostatnio), o 6:00 rano zobaczyłam krwawienie, aż skrzepy poleciały :/ Więc ja już w płacz, ale pogadaliśmy z moim chłopakiem i zdecydowaliśmy, że jeszcze zobaczymy co się będzie działo. O 10 wstałam do łazienki i to samo - krwawienie znowu :/ Więc pojechaliśmy do szpitala. Zbadali mnie, zrobili USG i serduszko już nie biło, to był dokładnie 8t5d. Ale ciąża była młodsza, zarodek miał tylko 1cm. W ogóle gin zawołała drugą i się przyglądały na USG, że zarodek ma dziwny kształt, że ma jakieś wady, źle się rozwinął, ale na pewno przez to, że był za mały pęcherzyk i dzidzia nie mogła rosnąć

Ja nic się nie odzywałam, nie docierało nic do mnie, nawet nie płakałam, miałam tylko łzy w oczach

Gin powiedziała, że może mnie już zostawić w szpitalu na wywołanie poronienia. Ale mój J. stwierdził, że jeszcze pójdziemy na wizytę do naszej gin (bo 2 dni później mieliśmy umówioną wizytę), niech ona zobaczy co tam się dzieje i może ona skieruje do szpitala tam gdzie ona jest. Wyszliśmy stamtąd i dopiero zaczęłam ryczeć, nawet nie płakać

To była moja pierwsza ciąża i bardzo chcieliśmy dzidzi

Wróciłam do domu to straszne było, bo nie mogłam słowa powiedzieć, bo tylko płakałam

Oczywiście rodzice, siostry, dzwoniły do mnie, żebym się nie martwiła, że tak musiało być, że na pewno będę miała zdrową dzidzię jeszcze... To było w ten poniedziałek, wczoraj też wstałam, mój J, pojechał do pracy, a ja płakałam

W między czasie z siostrami gadałam przez tel i uspokajały mnie, ale na chwile

I wiecie co się stało? Już wczoraj od rana mnie brzuch pobolewał. Ok 18, tak do 20:00 baaaardzo mnie bolał brzuch jak na okres, ale duużo mocniej. Tabletki za późno wzięłam. Co chwile szłam do łazienki i leciały skrzepy. Zwijałam się z bólu

W końcu poszłam kolejny raz do łazienki i coś dużego ze mnie wyleciało. Od razu ból się zmniejszył. Ja oczywiście musiałam zobaczyć co wyleciało, i wygrzebałam z pomiędzy tych skrzepów pęcherzyk z zarodkiem

Nawet nie wiedziałam, że to już było tak wykształcone, pęcherzyk mógł mieć ze 2cm na 2cm jak leżał, a w środku malutki zarodek, ale było widać główkę, i zawiązki rączek i nóżek

( To był straszny widok

Chyba zapamiętam to do końca życia... Ale dobrze, że wszystko samo mi wyleciało, dziś idę do mojej gin, niech zobaczy czy tam nie trzeba jeszcze mnie "doczyścić"...
Chyba lepiej, że tak się stało, tamta gin w szpitalu mi powiedziała, że to jest selekcja naturalna w tych pierwszych tygodniach. Że natura eliminuje wadliwe ciąże. Gdyby się udało podtrzymać tą ciążę to też nie wiadomo z jakimi wadami by się dzidzia urodziła
I tego suwaczka na dole już nie ma

Nie wiem jak go usunąć

(