No to w końcu poszłam na zwolnienie :-) Od dziś oficjalnie nie pracuję, choć akurat tak sie składa, że cały dzień siedziałm w pracy. Ale skończyłam to, co chciałam skończyć. Prezentacja się udała - tak mi się wydaje ;-) Jeszcze tylko będe musiała wpaść do pracy posprzątac biurko i skrzynkę mailową. Ech..., aż żal zespół opuszczać.
I od jutra mogę sie zabrać za domowe porządki i przygotowania.
A z innej beczki, to leszczyna zaczęła pylić. Brrr.... Co prawda ciąża łagodzi objawy, ale trochę jestem zakichana.