Kochan, dzieki za slowa wsparcia, ale troszke sie nie zrozumialysmy...
Moj stres, ze to bedzie szybko - szybciej niz przypuszczalam. Zawsze nastawiam sie na dwa tyg pozniej niz termin wyznaczony przez lekarza, wiez "mam luz" ze tyyyyyle czasu przede mna. A tu wczoraj mi lekarz powiedzial, ze termin mam na 25, wiec jak nie urodze do 17, to bedzie prowokacja porodu - zebym przypadkiem w domu nie urodzila. Wynika to z tego ze podczas porodu z Bartem (jedyny ktory rozpoczal sie fizjologicznie) nie mialam regularnych skuczy, lezac przechodzily - byly co 5-25 minut, przypadkiem trafilam do szpitala-wtedy sie okazalo, ze mam szyjke do pol centymetra i rozwarcie na 3 palce. Odmowilam hosptalizacji choc reka mi drzala... Pojechalam do domu zabrac torbe, pozegnac sie z dziecmi. Plan byl taki ze klada mnie na patologie. Jak wrocilam miam 5 cm rozwarcia i nadal brak skurczy regularnych i nadal zanikaly jak sie kladlam!!! No i dlatego lepiej to miec pod kontrola - bo musi po porodzie byc kontrola kadiologiczna Malej. No i stres jest taki, ze czas raptem mi sie "skurczyl" o 3 tygodnie. A ja w polu, w domu remont - never ending - kolejne opoznienie z drzwiami wewnetrznymi, kolejni fachowcy opozniaja terminy i 'trafia mnie' od gory do dolu. Musze przyspieszyc. A porodu sie przedwczesnego nie boje.Tego stresu nie mam....
O tesciowej napisze jak bede mia wiecej czasu...