Witajcie po kilku dniach!
Ledwo co przeczytalam wszystko. No i kilka wiadomosci: Marcin juz zdrowy. Dwa dni goraczki i juz jak reka odjal. No moje dzieci na szczescie nie choruja jakos dramatycznie.
Woraj mielismy gosci - z noclegiem. Wiec dopiero od 11 jetesmy sami. ano mile sniadanko, a wczoraj grill. Impreza w domu a sprzecik pod balkonem bo potwornie lalo. Dzisiaj tez taka domowa pogoda. Na msze idziemy na 16 - przedszkolna.
No i mam pewna refleksje co do Zwolinki - nie stresujcie sie tak bardzo. Nie wiem czy zauwazylyscie, ze u niej jestbrak postepu porodu. Zaloze sie, ze gdyby naprawde "sie dzialo" nikt by jej nie odeslal do domu! Naprawde. Zawiezliby ja karetka do Otwocka czy Minska a nikt by jej nie wyslal do domu. Nie nakrecajmy sie niepotrzebnie. Do naszych terminow troszke czasu zostalo. Mysle, ze to tak jes, ze pewne szpitale sa bardziej lub mniej oblezone. Wiadomo, ze kilka lat temu polikwidowano miejsa na poloznictwie - podnaszac stanard i to stad sie bierze - ta mniejsza ilosc miejsc w danym szpitalu. Bo przeciez jeszcze kilk lat temu na jednej sali lezalo 8 kobiet, dzieci byly na sali norodkow, a lazienka byla jedna na kilka sal. Jest z jednej strony bardziej komfortowo, a z drugiej... no coz mamy stresa czy do szpitala sie dostaniemy. Tgo wymarzonego.