Dzagud
mamy czerwcowe 2007 Zadomowiona(y)
No a ja się melduję z domu.
Anielap, biedna Zu, oby szybko minęło.
Esia, faktycznie fajnie będziecie wyglądać.
Esia, dzięki za zrozumienie.
Ja sobie zdaję sprawę że musiałam Wam brzmieć jak matka histeryczka, która przesadza itd.... I wcale się nie dziwię, więc już się nie odzywałam.
Ale niestety jak ktoś nie przeżyje, to nie zrozumie. Esia teraz ma podobnie więc wie już co ja przechodzę i bardzo Ci współczuję.:-(
Nie mniej jednak ze żłobkiem odpust przynajmniej do końca przyszłego tygodnia. Pisałam Wam że Magda miała katar, trochę Jej przechodził i tak Ją trzymałam w domu bo wiedziałam że w żłobku będą Ją sprawdzać i po prostu odeślą nas z kwitkiem. No ale we wtorek wieczór zaczął się brzydki kaszel i zielone gluty. Wczoraj poleciałam z Magdą do lekarza i trafiłyśmy praktycznie na granicy zapalenia oskrzeli.
Leki przeciwzapalne zapisane po pierwszej wizycie, które miały chorobę rozpędzić, niestety nie poradziły sobie. No - może trochę rozwój choroby spowolniły. Magda ma antybiotyk, katar taki że szok, kaszel wstrętny. Dziś nocka fatalna - pół nocy popłakiwała, wierciła się, katar nie dawał spać, narzekała nawet na ucho. Zasnęła po 3ciej jak zwymiotowała tę całą wydzielinę która Ją zalewała
- wyobraźcie sobie ile tego było skoro to musiała po prostu wyrzucić.
No i jestem na zwolnieniu do środy - zdecydowałam się pójść bo Babcia boi się zostawać sama w domu jak Magda jest chora. Po prostu ma obawy że w razie czego sobie nie poradzi. Poza tym już nie ma takiej pamięci, a leki - zwłaszcza antybiotyki trzeba dawać o czasie, a Ona zapomina. No, nie mówiąc o odsysaniu Fridą - Babcia w życiu tego nie zrobi, a trzeba to robić kilka razy dziennie, bo Magda ma tak gęste te gluty że nie ma siły tego wydmuchać, a jak zejdzie niżej to już zapalenie oskrzeli albo i płuc gwarantowane.
No to sobie odpoczywamy....
A czy wiecie co z Ollą????

Anielap, biedna Zu, oby szybko minęło.

Esia, faktycznie fajnie będziecie wyglądać.

Esia, dzięki za zrozumienie.
Ja sobie zdaję sprawę że musiałam Wam brzmieć jak matka histeryczka, która przesadza itd.... I wcale się nie dziwię, więc już się nie odzywałam.
Ale niestety jak ktoś nie przeżyje, to nie zrozumie. Esia teraz ma podobnie więc wie już co ja przechodzę i bardzo Ci współczuję.:-(Nie mniej jednak ze żłobkiem odpust przynajmniej do końca przyszłego tygodnia. Pisałam Wam że Magda miała katar, trochę Jej przechodził i tak Ją trzymałam w domu bo wiedziałam że w żłobku będą Ją sprawdzać i po prostu odeślą nas z kwitkiem. No ale we wtorek wieczór zaczął się brzydki kaszel i zielone gluty. Wczoraj poleciałam z Magdą do lekarza i trafiłyśmy praktycznie na granicy zapalenia oskrzeli.
Leki przeciwzapalne zapisane po pierwszej wizycie, które miały chorobę rozpędzić, niestety nie poradziły sobie. No - może trochę rozwój choroby spowolniły. Magda ma antybiotyk, katar taki że szok, kaszel wstrętny. Dziś nocka fatalna - pół nocy popłakiwała, wierciła się, katar nie dawał spać, narzekała nawet na ucho. Zasnęła po 3ciej jak zwymiotowała tę całą wydzielinę która Ją zalewała
- wyobraźcie sobie ile tego było skoro to musiała po prostu wyrzucić.
No i jestem na zwolnieniu do środy - zdecydowałam się pójść bo Babcia boi się zostawać sama w domu jak Magda jest chora. Po prostu ma obawy że w razie czego sobie nie poradzi. Poza tym już nie ma takiej pamięci, a leki - zwłaszcza antybiotyki trzeba dawać o czasie, a Ona zapomina. No, nie mówiąc o odsysaniu Fridą - Babcia w życiu tego nie zrobi, a trzeba to robić kilka razy dziennie, bo Magda ma tak gęste te gluty że nie ma siły tego wydmuchać, a jak zejdzie niżej to już zapalenie oskrzeli albo i płuc gwarantowane.
No to sobie odpoczywamy....
A czy wiecie co z Ollą????
Ostatnia edycja:


Uzbrojona w rękawice kuchenne, szczotkę do wymiatania spod łóżka i panią do sprzątania polowałam prawie pół h... Nie dość, że mi franca zwiewała, to pod koniec syczała i rzucała się na mnie jak tylko się zbliżałam
Ja wczoraj poprostu z lozka nei wychodzilam a dzis ledwo zyje, ale na glowie mam cala nieposprzatana chalupe, wiec ... wole nie myslec. Jednak musze sie wziasc w kupe - chora niechora i doprowadzic dom i wszystko inne do stanu uzywalnosci.
Badanie robimy w szpitalu MSWi A.Umknęło mi że wy też robiliście cystografię, szczerze mówiąc to mnie teraz trochę zmroziło, ale dobrze wiedzieć że można prosić o ten lek uspokajający bo Tymek bardzo źle znosi wszelkie lekarskie ingerencje, przy pobieraniu krwi tak się popłakał że włosy miał mokre i zostawił po sobie mokrą kałużę.:-( A powiedz mi czy Piotruś miał jakieś miejscowe znieczulenie przy zakładaniu cewnika?
Nie piszę więcej, jeśli chcesz to rozwinę - ale wyłącznie "na żądanie" 
