Witam z rana, jej ale się upał szykuje. Wczoraj też było duszno, ale burza nie przyszła. Jędrek wczoraj 3 godziny w piaskownicy siedział, ja już chodziłam dookoła ławki, bo nie mogłam wysiedzieć

Dziś pewnie będzie powtórka. Mnie poród nie przeraża, bardziej to, jak dostanę się do szpitala, bo chcę rodzić w innym mieście. W ostateczności wyląduje w naszej rzeźni. Oby poród był bez komplikacji - to najważniejsze. Pierwszy mimo, że z oksytocyną to nie był zły. Dziś kupuję kolejne sprawy z wyprawki, tym razem apteczne. Jakoś tak mam przeczucie, że mogę szybciej urodzić i wzięłam się ostro do kompletowania. Dziś też ma przyjechać kurier z pościelą

Inną sprawą są moje strachy, jak ja podzielę się między 2 dzieci, ale to chyba najnormalniejsza w świecie obawa.
Teri - ja też z tych kontrolujących ciśnienie i mi lekarz mówił, że nadgarstkowym w ogóle nie próbować mierzyć, bo one często mają odchyły. Szczególnie jak ręka spuchnie itp. A co do uszu, to ja mam syndrom suchego ucha, czy jakoś tak. Nigdy mi nie wyleciało ani grama woskowiny. Jako dziecko miałam raz na jakiś czas wyciągane czopy przez laryngologa, potem jak starsza to płukania, a teraz jak czuję, że mi się delikatnie słuch przytępił (słyszę bardziej mono niż stereo) to kupuję takie świeczki w aptece i bawię się w indianina. Dla polepszenia efektu można kilka dni wcześniej stosować kropelki otinum, żeby zmiękczyć to co w środku i świeczka pięknie wyciąga wszystko
