Wieczorem zaczęłam pisać, ale padłam nosem w tablet :-(
A jednak Mikołaj jest chory - ostre zapalenie gardła i migdałków. Dostał antybiotyk, mam nadzieje, że zadziała. Na dodatek gorączkę potęgują zęby (pani dr wypatrzył a trzy na wylocie).
Mikoto, do południa przespał 40 minut. Potem dostał znów nurofen i temp spadla , a on zjadł całą michę rosołu i odżył. Najgorzej, że który przeciwgorączkowy bym nie podała, działa do 3 godzin i znów się zaczyna koszmar. Popołudniu pospał 20 minut mi na rękach. Moja wina, że nie dłużej, ale więcej nie dalam rady z nim ustać, a co siadałam, próbowałam położyć, czy Aro go brał na siebie, ten się budził z płaczem (chyba brakowało mu "podesciku do siedzenia"

).
Aro dostał wolne, więc do wtorku włącznie będzie w domu pomóc. Oj będzie mi ta pomoc potrzebna. Z tego zmęczenia i wysiłku na wkładce znalazłam już kawałek czopa. Aro się wystraszył, że mogę zacząć rodzić i zostałby z chorym dzieckiem sam (a potem trzebaby Krysie w te wirusy przywieźć), wiec i mnie juz pilnuje.
Madzia, super spacerek i jaka bryka! Prawda, ze taka minka na buzi Tymka rozładowuje nerwy, co nie?? Mam nadzieje, ze u Was lepiej
Teri, to się nam para zgadała na chorowanie. Zdroweczka dla Synowej. Uważaj na siebie, żeby Cię nie rozłożyło nic. Możecie wychodzić na dwór mimo choroby? Nas uziemiło choróbsko w domu. Teraz jak kurcze tak się pogoda poprawiła. W dodatku zaczyna się jedyny weekend w tym miesiącu, kiedy mogliśmy sobie wyjechać (w kolejne Ar ma służby). Zła jestem i ciągle zachodze w głowę, gdzie Miki mógł to załapać.
Anilek, wierze Ci, bo sama czasem mam problem przysiąść, żeby być na bieżąco. Żeby nie tablet to miałabym takie zaległości, że ho ho. Wczorajsza euforia po wizycie dziś juz opadła - pewnie stąd taki nastrój. Ja mam tak co miesiąc ;-) Mam nadzieję, że kolejny dzień będzie już lepszy. Zdrówka dla Adasia. A z tymi testami nie daj się nakręcić. Według nich Miki miał być babą, a Krysia facetem. Według tego chińskiego kalendarza, to w tych okresach kiedy zaciążyłam przez kilka miesięcy nie "było opcji" na takie płcie jakie są w rzeczywistości. W dodatku wedlug wróżby z obrączki pisane jest mi dwóch synów, ale po ostatnim USG nie ma szansy, żeby Krysia była facetem (choć Aro trzyma się tego, ze dwójka dzieci i koniec). Nie mniej jednak trzymam kciuki za babeczke w Twoim brzuszku ;-)
Justa, to może faktycznie trojeczki ruszyły ku wyjściu i stad ten spadek formy i nocne atrakcje. U Mikołaja wychodzenie zębów jest etapowe (kilka dni ida i jest maruda, potem spokój i tak na przemian). Oby szybko Wam wróciło wszystko do normy. Miki tez ostatnio bajkowy, musi być włączone mini mini, żeby co jakiś czas mógł sobie spojrzeć na rybkę, Elma, Cliforda, czy rycerza Mike'a. Teraz przez tą chorobę nie mam serca mu odmówić. Ale na szczęście często ciągnie do drugiego pokoju, żeby mu włączyć na wierzy piosenki fasolek i tam słucha, tańczy, bawi sie zabawkami, wiec chyba jeszcze z niego nie jest taki telemaniak.
Na takie placzki o bajkę ja bym mu dala się wypłakać. Raz, drugi, trzeci i może zrozumie, ze łzami nie wymusi na Was posłuszeństwa. Mikołaj tak ma ostatnio zabawy z włączaniem/gaszeniem światła bez wzgledu na porę dnia. Ale juz chyba łapie, że jak wolno to mu pomożemy sięgnąć, a jak nie to żadne histerię nie pomogą.
Ankaka, to zrozumiałe, że jak tragedia zdarza się blisko nas to rusza. &&&& za pomyślny przebieg zdarzeń (@ i tego zabiegu). Fajnie Filip mówi. Mikołaj ma fazę na kuku (zwłaszcza jak się budzi, to przez półsen już informuje, ze wstaje), baba (nawet budowle z klocków obraca i uklepuje na babki) i tata (wczoraj przez sen wołał Ara i jak tylko gdzieś zobaczy zdjęcie to aż krzyczy; o mamie jakoś zapomina :-( ).
Gosiak, moja teściową jak robi ciasto z jabłkami (ale nie typowy Jabłecznik) to tarkuje jabłka wrzuca go gara dodaje trochę cukru, suszonych żurawin i odrobinę cynamonu i tak podgotowuje (a ja jej się wtedy wpycham do kuchni i pożeram, bo smakuje rewelka). A mama kroiła jabłka na kawaleczki, tez trochę cukru dawała i na wielkiej patelni smażyła mieszając aż się robiła mazia z kawaleczkami gdzie niegzie. Potem do słoików i miała gotowe jabłka do ciasta.
Asiulka, brawo dla Bartka, może juz się przyzwyczaja do sytuacji. A co do Wojtka, to pogadać z tą panią Kasią, niech się z nim normalnie żegna (wytłumaczy, ze juz idzie do domu i jutro się zobaczą, przytuli, poda rękę na dowidzenia) a nie oszukuje, to nie jest dobry sposób na wychodzenie. Brawo za zabranie się za dupsko. Ja kiedyś tak zrobiłam swojej lekarz (przyszłam z bólami kręgosłupa, a ona mi każe brać tabletki przeciwbólowe, wiec spytalam, czy za jakis czas mam przyjść z bólami kręgosłupa i rozwalonym od leków żołądkiem) - poprosiłam o zaświadczenie, ze nie kieruje mnie na badania ani do neurologa. Zastrzegłam, że pójdę prywatnie i jeśli okaże się cos poważnego to zgłosze, że działała na moja szkodę. Wywiązała się awantura i długo juz ta dr moja rodzinną nie była.
Wisienka, w dupsko się należy, z do tego stanu musiało dojść, żebyś się wreszcie za siebie wzięła :-( uważaj na siebie i zdrowia dla Was wszystkich. Szacun dla P!
No, po kilku podejsciach udało się w końcu dokończyć wpis. Chyba antybiotyk cos działa, bo Miki śpi od wieczora (miał na początku problem z zaśnięciem przez temperaturę, ale jak juz zasnął tak śpi) i temperatura jak juz spadla to nie wskakuje powyzej 37,5. Tylko ten katar mu strasznie przeszkadza, wiec sie wierści często, popłakuje, ale śpi. Ma i klin (choć przez te tańce po łóżku co jakiś czas z niego zlazi i potem wraca), a ja się boje odsysac w nocy, żeby go nie wyrwać ze snu (nie wiadomo ile by potem trwało zasypianie). W dzień porobimy inhalacje, poodkurzamy nosek, psikniemy lekami. Będziemy działać. Byleby mu szybko przeszło.
Zmykam może jeszcze cos pospać, choć dziś długo minął w porwnaniui z ostatnimi czasy...