czesc, dziewczynki!!!
witam wszystkie studiujace mamusie - i przyszle mamusie!
ha, ja jestem prawie 23-letnia "wieczna studentka", w tym roku rozpoczelam juz trzeci - mam nadzieje, ze ostatni!!! - kierunek studiow, polonistyke... w zeszlym roku studiowalam we francji, ale zaszlam w ciaze i postanowilismy z moim mezczyzna wrocic do polski... i poronilam tamta ciaze. strasznie to przezylam, do dzisiaj wlasciwie nie moge sie z tym pogodzic... ale studia strasznie mnie satysfakcjonuja i nawet zaczelam snuc rozmaite plany.. chcialam od przyszlego roku robic rozne ciekawe kursy i staze zwiazane z dziennikarstwem... a tu niespodzianka

wspaniala, zeby nie bylo watpliwosci!
zaczelam miec rozne male dolegliwosci, wiec udalam sie do lekarza... on stwierdzil u mnie endometrioze - to taka choroba, ktora nie leczona powoduje bezplodnosc, a leczenie jest dla mlodej kobiety strasznie wycienczajace i moze calkowicie uszkodzic narzad rodny... wiec poradzil pomyslec o Dzidziusiu juz teraz!
strasznie bylam zaskoczona, ale od razu nad wyraz szczesliwa... ale tak marzylam, by tym razem ciaza byla przemyslana i odpowiedzialna, zeby miec ja na tyle, na ile moge - pod kontrola... a tu taki klops

okazalo sie, ze dzidzie najlepiej byloby miec juz teraz, zaraz, jesli w ogole kiedys chce miec dzieci!
no i sie zdecydowalam

wlasnie rozpoczynamy starania, i jakby sie od razu udalo - co jest malo prawdopodobne - to urodziloby sie w grudniu!!! na drugim roku... a poniewaz juz i tak duzo sobie pofolgowalam z wybieraniem kierunku, to nie chce brac na przyszly rok dziekanki...
a wy jak sobie dalyscie rade?

czy ktoras jest w takiej sytuacji jak ja?
pozdrawiam,
pelna nadziei i optymizmu -
aenye
