Tak to się właśnie nazywa, niedosłuch centralny. Kiedy ucho jest prawidłowo rozwinięte i niema ubytku na słuchu, czyli dziecko słyszy normalnie, a mimo to nie wyłapuje wszystkich dzwiekow, nie reaguje na polecenia. Zachowuje się trochę tak jakby nie słyszało. Problem nie leży w uchu, a na drodze nerwowej, w mózgu. Dlatego nazywa się to niedosłuchem centralnym, czy ładniej zaburzeniem centralnego przetwatrzania sluchu. Przy nadwrażliwości dźwiękowej jeśli się tym nie pracuje, to dziecko przy nadmiarze bodźców wyłącza się. Przestaje słuchać. To może doprowadzić do niedosłuchu. Dzieje się tak dlatego, że brak bodźców w mózgu niestety sprawia, że w tym obszarze się on nie rozwija. To działanie wtórne. To oczywiście teoria, której mnie uczyli, ale mnie wystraszyła wystarczająco. Dlatego poszłam na trening słuchowy.