oj
landryneczka, Ty to masz dziś wenę, jak nie piękne słowa najpierw o uśmiechu swojego synka, to teraz ta laurka, masz świętą rację, życie jest piękne jak się ma dla kogo żyć, i to prawda, ja jeszcze przed urodzeniem Wikusia zalamywałam sie o byle co, juz zaraz wielka tragedia była, i ryk, a teraz?fakt, początek z maleństwem byl trudny i to na pewno każda mama potwierdzi, ale ile ja siły dzięki niemu dostalam, czy to tylko ja tak mam?czy inne mamusie też?ktoś mi kiedyś powiedzial, że dziecko dodaje siły, i uodparnia na kryzysy, wtedy jeszcze nie wierzyłam, teraz już dokladnie wiem o co tej osobie chodzilo i potwierdzam, a każdy uśmiech, i potem każda laurka

to nagroda za cale zło tego świata.
A przez to, że wiem jak jest ciężko na początku...(też byłam przez jakiś czas tylko z mężem)bardzo Cie podziwiam, bo wiem jak to jest w obcym kraju, bez rodzinki, i uważam, że to przykład dla innych mamuś, nie trzeba sie babeczki poddawać, tylko czekać z nadzieje na następny lepszy dzień, i mieć tyle siły, i pogody ducha co nasza landryneczka
A tak na marginesie
Justa i
landryneczka wam to dobrze w takim ciepełku, co ja bym teraz za to dała, a tu tylko te przygnębiające deszcze, tyle co mogę to sobie trochę promienia zafundować na solarium, to humorek troche lepszy, heh

a jak tak dalej pójdzie to niedługo nam rzeka wyleje i tyle będzie