Witam z kawką.
U nas w końcu tez wymarzona pogoda, a ja chora na maksa, dawno już nie byłam taka przeziębiona.
Nie piszę bo weny brak i chęci na wszystko też.
Miałam ostatnio chwile grozy, bo podejrzewali u męza wielkiego guza, a jak to lekarz powiedział kazdy guz to rak, sporo nocy nieprzespanych za nami, na szczęście po dokładnych badaniach okazało sie raczej niegroźne, jutro wizyta u lekarza i zobaczymy co dalej, operacja i tak nieunikniona.
Madzia za to ma problemy z prawym uchem, ma tylko 20 % słuchu, ciągle jezdzimy do laryngologa, czeka ją chyba wyciecie migdałka jak dobrze pójdzie, a jak się ta utrata nie cofnie, to jeszcze operacja na uszy.
Mi tez sie cos przyplątało, wypadła mi ostatnio spiralka po 2 latach noszenia, wkurzyłam sie na swojego gina, bo oczywiscie chętnie załozyłby nastepną odpłatanie oczywiscie, mimo ze tamta miała byc na 5 lat, umówiłam sie do innego lekarzam, stwierdziłam ze tamtemu dziadowi juz nie dam zarobic, no i chyba szczęscie w nieszczęściu, bo ten badał mnie dosc długo i wyszła mi jakaś zmiana czy guz, teraz czekam na wyniki cytologii, mimo ze u tamtego robiłam co pół roku (ostatnio w kwietniu), ale tamten zawsze na łapu capu, zobaczymy co teraz wyjdzie. w kazdym razie jestem zdołowana i zmęczona juz tym wszytskim, cały tamten tydzień, poza piątkiem tylko, to wizyty u lekarzy.
Zapominajko, ja mam dom z ogródkiem, tylko nie mam sie nim kiedy cieszyc:-(