Dzień dobry
Najlepsze, że Bazyli też brzydzi się swojej kupy. Jak mu się zdarzy zrobić w gacie i trzeba go podmyć w wannie i resztki kupy spływają z wodą, to krzyczy: "Fuj! To jest kupa!" i podnosi nogi do góry. A potem jak już wszystko zmyję, to tylko unosi te nogi i mówi: "Umyj mi stopy! Umyj mi stopy!" Ale najlepsze, że dopóki ta kupa jest w gaciach, to kompletnie mu nie przeszkadza i on się zdaje jej w ogóle nie zauważać.
Ja tam większą cierpliwość mam w upałach, bo się nie stresuje, że mi się mokry przeziębi. No i wyprać też łatwiej. Suche w ciągu godzinki. No dużo mniejszy problem niż jak jest zimno.
Wątek zamknięty powstał jakiś czas temu, kiedy niektórych z Was jeszcze na forum nie było. Z czasem jeśli się okaże, że jakaś dziewczyna dużo się udziela na otwartym, to zostanie zaproszona do zamkniętego. Przy każdym nowym dostępnie do zamkniętego trzeba pisać do administracji, więc nie robimy tego codziennie, żeby im głowy nie zawracać.
A ja wczoraj zdałam małego mojej mamie i dostanę go z powrotem dziś późnym popołudniem. Z tej okazji wczoraj poszliśmy sobie do kina. Okazuje się jednak, że kino, to już chyba nie dla mnie, bo naprawdę ciężko mi było wysiedzieć. Gdyby sie chociaż dało rozkładać te fotele na półleżąco... A tu trzeba było siedzieć prosto przez co przez praktycznie cały seans młody gniótł mnie i kopał w żebra. tak się wierciłam i stękałam, że się mój D zaczął martwić, że się źle czuję, czy coś.
A dziś od rana miałam pełna energii ogarniać chatę, bo znacznie lepiej mi się takie rzeczy robi jak jestem sama, a tu kicha, bo pogoda się spieprzyła. Myślałam, że będzie moja wymarzona pogoda do sprzątania, tak jak wczoraj, czyli 30 stopni i słonko, a tu od rana chłodno i pada. Aż mi się tego całego sprzątania odechciało.



Dlaczego dziś nie jest tak cudownie jak wczoraj?