Ależ dziękuję Ci za całego serca za wsparcie. Najwyraźniej studia niewiele Ci dały... Psycholog raczej nie bagatelizuje wypowiedzi innych ludzi i cechuje się wysoką empatia. W każdym razie nie dobijaj mnie jak nie zamierzasz udzielić konkretnej rady. Nie mam doświadczenia na forum, baby boom to pierwsze na którym zaczęłam pisac o swoich uczuciach... to co dla Ciebie jest prowokacja, dla mnie jest osobista tragedia, która dopiero zaczęłam przeżywać. Chcę się tego wyzbyć, ale nawet nie wiem w którym kierunku zacząć działać. Dla mnie ciąża to przerwa w bujnym zyciu zawodowym, same ograniczenia, ciągle bóle a to pleców a to brzucha i niemiłosierne huśtawki nastrojów. Mam uczulenie na temat dzieci, tym bardziej obcych (generalnie nigdy nie przepadałam za dziecmi), ale teraz to przeżywam zupełnie skrajne uczucia. Z jednej strony kocham moje dziecko i chce żeby było już obok, a z drugiej strony nie chce o nim slyszec. Zwykle pełna agresji do stanu ciąży w którym jestem, miewam bunty w stylu nastolatki "a dlaczego to faceci nie mogą rodzic za nas" , a chwilę później widzę na USG ruszające się dziecko i gębą mi się cieszy od ucha do ucha. Nie wiem już sama czy Wy wszystkie jesteście w kolejnych ciazach i dlatego to takie "normalne", a mnie traktujesz jak jakiegos no-life a , który z nudów trolluje sobie na forum. Czy po prostu są kobiety stworzone do tego, czuja to w pełni i czerpią z tego radość oraz kobiety które nie potrafią z tego wyciągnąć grosza pozytywu. Martwi mnie to, boję się że tak mi zostanie do samego końca i że nie daj Boże moja oschlosc będzie czuło moje własne dziecko. Naprawdę jest to dla mnie trudne i liczę na to, że znajdę na forum kogoś kto ma lub miał podobnie i będzie w stanie coś mi poradzić... Przecież to jest chore, że ja od rana do nocy myślę o dziecku, o tym że ono jest w środku i to zajmuje 99% moich myśli, a pozostały 1% to potrzeby fizjologiczne.... chciałabym pójść sobie na zakupy jak kiedyś, czy spotkać się z koleżankami, ale ja w tej chwili unikam ludzi, bo boję się że wybuchne płaczem.