Dziewczyny mąż do mnie dzwonił załamany. W miejscowości, w której pracujemy w UK była powódź. Cały parter naszego hotelu zdewastowany, cała wieś zniszczona. Dwie osoby ratowali helikopterami. Zawaliło nam auto gratami z garażu, który runął. Dziś ma sprawdzić z co z samochodem. Jestem tak zdołowana, że już bardziej nie trzeba. Mąż razem z szefami wczoraj do północy sprzątali. Szefów dom to masakra. Z jednej strony wiem, że teraz mąż może zjedzie wcześniej. A z drugiej.. . To nasz drugi dom i miejsce pracy. Wszystkie plany na razie poszły się jeb... Żal mi tych ludzi stamtąd.. .