czesc, witam sie po przerwie. forumowiczka ze mnie strasznie kiepska, wstyd mi


czytam wszystko od deski do deski co jakis czas, ale z pisaniem jest gorzej, bo zawsze jakos moj post mi sie wydaje niepotrzebny.
ale dzisiaj nawet przed chwila zrobilam zdjecie brzuszka i pomniejszylam nasze zdjecia i nastepne co to wkleje.
hmmm, u mnie ostatnio jest bardzo roznie. we wrzesniu skonczylam pisac wreszcie magisterke, bylo ciezko, bo skupic sie nie moglam z ruchliwym brzuszkiem. no ale udalo sie. potem zabralam sie za konczenie trzeciego roku na drugim kierunku, nie mowie - brzuszek troche pomogl i czesc spraw, zwlaszcza administracyjnych zalatwilam "na ciaze". takze zwiazanych z obrona i ukonczeniem pierwszych studiow, bo ja jestem troche administracyjny leser i mialam mnostwo jakis ******* do pokonczenia. do tego jeszcze dochodzilo w miedzyczasie szarpanie sie z mieszkaniem i decyzja co do miejsca. na razie stanelo na krakowie, mieszkamy tu pokatnie u kolezanki, ktora wyjechala, ale to miejsce tylko do grudnia. bardzo mi ciezko, bo chcialabym urzadzac nasze gniazdko, planowac etc, no a nie moge, bo nie mamy swojego miejsca. trudno mi czasem czytac, jak Wy sie z tego cieszycie i mozecie tak wszystko planowac i kupowac. na porod wroce do swojego domu, to 350km od krakowa, podroz planuje na koniec listopada mam nadzieje, ze nie urodze w trakcie tych 7 godzin! a w styczniu powrot tutaj, do krakowa. a w najgorszym wypadku do warszawy, do mojej siostry (gdzie nota bene bylabym sasiadka Ewy

hm, no wiec do niedawna bylo raz lepiej raz gorzej, ale jakos sie krecilo. pracuje caly czas zdalnie, przejelam cala jedna duza kampanie, nawet mi sie podoba. na dodatek, spelnilam oczekiwania promotora co do mgr i zaproponowal mi doktorat, co jest dla mnie strasznie wazne, bo chcialabym zostac bardzo na uczelni. zostala tylko obrona, na ktorej mial byc obecny kierownik zakladu, no i on mial zadecydowac czy mnie chca czy nie.
wtedy dowiedzialam sie, ze umarl moj ukochany Dziadek. Dziadkowie wychowali nas wlasciwie i jestem z nimi zzyta wlasciwie tak jak z rodzicami. wiec to wydarzenie wlasciwie wyrzucilo mnie kompletnie z normalnego zycia. na dodatek, dostalam wysokiej goraczki, potem skurczow i plamienia. no to bylo wszystko okropne. musialam lezec i nie moglam pojechac na pogrzeb bo za daleko. staram sie teraz zajac wszystkim innym, zeby nie myslec o tym, ze nie ma mnie z Babcia i z Rodzina w tym trudnym okresie. kompletnie nie moge zrozumiec, ze Dziadek nie pozna malenstwa. nie moge sie na razie z tym pogodzic.
wszystko jest u nas teraz takie plynne. w najblizszym czasie rozstrzygnie sie to wszystko, ale poki nie jestem niczego pewna to tak jakos nie moge sie tym wszystkim cieszyc, skupic. nawet jak mam energie to nie mam jej na co spozytkowac. zazdroszcze Wam czasem, ze macie tak wszystko poukladane. czasem mysle, ze Maluszek przychodzi jednak ciut troszke za wczesnie. z drugiej strony - on pomaga nam sie zmobilizowac, wlasciwie to stal sie osia, wokol ktorej wszystko sie jakos kreci.