Anetka bardzo mi przykro :-( Coś w tym chyba musi być, jakiś taki znak, że coś się może wydarzyć. W noc poprzedzającą śmierć Mirwaisa jego pies wył niemiłosiernie, nikt nie wiedział o co mu chodzi, a w dzień śmierci nie opuszczał go na spacerze na krok, chociaż zawsze szalał jak wściekły i przychodził do nogi jak mu się chciało

Niestety brawura tak często się kończy, szkoda, że tylko bardzo często także użytkownicy dróg, którzy jeżdżą zgodnie z przepisami na tym cierpią. To jest przykre, że młodzi ludzie tak szybko kończą swe życie, ale niestety bardzo często poniekąd na swoje własne życzenie :-(Aż mi wstyd, że kiedyś jak byłam młodsza też lubiłam brać udział z kolegami w takich wyścigach,ale też do pewnego momentu. Któregoś razu po prostu kolega w porę nie zauważył, że droga się kończy, na gwałtowne hamowanie było za późno, poza tym padał deszcz, skończyło się tak, że samochód wyleciał z drogi i zaklinował się między dwoma drzewami, a przed nami rozpościerała się dosyć pokaźna przepaść. Na szczęście skończyło się na drobnych odrapaniach, przez jakiś czas w okolicach skroni nie miałam włosów, bo przywaliłam, w uchwyt od pasów, troszkę szkła mi się w usta powbijało, ale skończyło się na strachu. Może to jest głupie, ale mam wrażenie, że opatrzność nas uchroniła, obok miejsca wypadku stała przydrożna kapliczka. Teraz wiem, że miałam przed sobą zadanie wychowywania dziecka niepełnosprawnego i pomoc psom w schronach. Nie był jeszcze wtedy mój czas. Ale od tamtej pory panicznie boję się szybko jeździć samochodem. Jak ktoś tylko trochę przekroczy prędkość to od razu wciska mnie w fotel i robię się blada
