Ja tez nigdy, odpukać, jako pacjentka nie byłam. nachodziłam się trochę w odwiedziny, ale to żadne pocieszenie. Ja mam nadzieję, że jakoś dam radę. Mam naturę włóczykija, w różnych przedziwnych miejscach spałam, w różnych warunkach (łącznie z tekturami na parkingu :-)), jakos mam nadzieję się zaadaptjuę. Jest jeszcze kwestia potrzeby intymności. Zakładam, ze to olewam i np. jak będę chciała zmianic ubranie, to poproszę resztę obecnych (oczywiście oprócz pacjentek) o opuszczenie pokoju albo sama wyjdę jak dam radę.
Porodu też się nie boję, nie my pierwsze i nie ostatnie, więc jakos będzie. Bardziej boję się tego co potem, czy dam radę się opiekować jak należy, czy nie będę robić jakis głupot. nawet kwestia zmiany pieluszki robi mi mętlik w głowie. jedni mówią: ręka pod pupę, drudzy nie podnosić pupy, a p. Zawistowski to w ogóle jakieś chwyty zapaśnicze stosuje ;-) Bądź mądry i pisz wiersze :-)