Hej dziewczyny

Witam Was o poranku, u nas dzionek wlasnie sie powoli zaczyna, ma dzisiaj byc w miare cieplo i slonecznie. U nas noc byla straszna. wczoraj po poludniu maz z synkiem ponownie mnie odwiedzili, RJ bardzo marudny, bo kolejny zabek mu idzie (ma 6, a teraz 7), ale i tak bawil sie smial sie. Tesciowa mi obswiescila, ze moje dziecie trzymajac sie kanapy przeszlo cala jej dlugosc,a mnie to ominelo :-(, coz... wczesniej sie podciagal przy wszystkich meblach i stawal na wlasne nozki, a juz zaczyna chodzic trzymajc sie narazie roznych rzeczy, kupilismy mu wczesniej taki pchacz to teraz bedzie z nim czescie spacerowal. Moje dziecie nauczylo sie nowego slowa, do tej pory mowil mama i dada (na meza) i "no"(nie), na wszystko mowi "no",a le nie umie jeszcze mowic "nie"po polsku, a teraz zaczal mowic cos jak "gim" (czyli w jego jezyku to bedzie "daj" od give me lub gimme), wczoraj pokazywal na rozne rzeczy, wyciagal raczki i mowi "gim", upodobal sobie zwlaszcza telefony komorkowe, ktore najpierw oglada z kazdej strony a potem laduja w buzi, ale on wszystko do buzi pakuje.. Tyle radosci z nim mamy. Tulil sie do mnie i brzuszka, a potem jak maz go do domu zabieral to plakal i nie chcial isc, ale w koncu maz go zabral i zawiozl. Potem malz wrocil, mial zostac na noc, ale okolo 9 wieczorem tesciowa zadzwonila, ze RJ placze i placze, ze wola tylko mama albo dada, jak mu daje zabawki lub butle z mlekiem to wyrzuca, a w lozeczku tylko stoi i placze. Az mnie serce scisnelo i sama plakac zaczelam. To zabkowanie mu daje popalic, wiec malz pojechal do domu. Potem zadzwonil do mnie kolo polnocy i mowil, z ejak RJ go zobaczyl to tylko w tulil sie w niego, plakal i plakal, wtulil sie w niego z calej sily az w koncu zmeczyl sie plakaniem i usnal, ale meza sie trzymal kurczowo, wiec R polozyl sie z nim. Wlasnie do nich dzwonilam, RJ budzil sie pare razy z placzem, ale spokojniejszy byl, ze R z nim jest i jeszcze spi, odsypia ciezka noc. RJ za nami teskni strasznie, za mna, za mezem, wszystko sie pokomplikowalo starsznie. Ja tesknie za synkiem i mezem ogromnie, serce mi krwawi, ale nie mam wyjscia, musze byc w szpitalu i walczyc o drugiego synka. Plakalam prawie cala noc, nie moglam spac. Wczoraj lekarz powiedzial, ze walczymy pelna para o te 3 tygodnie Marca w moim brzuszku. Juz jestem pokluta iglami jak ser szwajcarski,a le matak dla dziecka zrobi wszystko, wiec dalej leki, zastrzyki i kroplowki i walczymy. Ale lekarz powiedzial, ze daje nam gora 3 tygodnie do rozpakowania. maz juz jest klebkiem nerw i mi mowi, z eprzed 30stka osiwieje, caly czas jest pod telefonem jakby co, teraz w listopadzie ma pare wyjazdow, ale w grudniu juz bedzie spokojniej. Z poprzednia ciaza tez byly problemy caly czas, ale nie bylo takich alarmow jak teraz. ja przez ta ciaze to caly czas placze, tyle lez ile ja wylalam przez to wszystko... szkoda gadac, az sobie mysle, ze Marc bedzie bardzo smutnym i placzliwym dzieckiem. W nocy glaskalam brzuszek i rozmawialam z synkiem, a on sie powiercil, skopal mi organy wewnetrzne co odebralam jako albo ze wyraza swoje niezadowolenie, bo on chce juz do nas, a my chcemy by sobie jeszcze w srodeczku posiedzial albo to oznaczalo:spoko mamuska posiedze jak proszisz. Wybieral ta druga opcje. Wiec humor jest jaki jest... Coz to moja wina, ze jestem w szpitalu, oszczedzala sie jak moglam, ale inaczej jest jak sie ma malutkie dziecko i z drugim w ciazy, a synka trzeba bylo na raczki wziac, ponosic, trzeba bylo sie nim zajac, dlatego problemy sie nasilily, potem mialam zakaz noszenia Rja na rekach co bolalo bardzo, bo odmowic dziecku wziecia go na rece jest ciezkie. Az w koncu trafilam tutaj i walcze...
Juz od paru dni mowie malzowi o rzeczach jakie chce zrealizowac po porodzie. Mam takie 4 plany. po pierwsze tatuaz, chcielismy z R zrobic po urodzeniu RJa, ale zaszlam w druga ciaze, wiec R ma tatuaz, gdzie ma data naszego slubu i moje imie, imie RJa i date jego urodzin,a a potem sobie dosztukuje Marca, wiec ja marze o tym i tez to zrobie. Kolejnym marzeniem, szalonym, ale ja taka jestem jest skok na bungee, malz mi to kiedys obiecal i chociaz widze starch wjego oczach, obiecuje, ze zrealizujemy i sa jeszcze dwa marzenia, ale to juz nie bede opowiadac. szalone to, wiem, ale tak sobie marze, aby nie zwariowac w tym szpitalu.
Skurcze sie uspokoily, niedawno sie obudzialam i narazie spokoj, w nocy tez w miare spokojnie, wiec sie bede relakosowac i czekac na moich mezczyzn, maja dzis przyjsc po sniadanku.
Troche czuje sie tutaj nieswojo... to dlatego, ze jestem calkiem nowa i niedawno do was dolaczylam, nie znamy sie, dlatego czuje sie tak nieswojo...
Agapa- trzymam kciuki za coreczke, wszystko bdzie dobrze.
Nastazja i Mla- ja tez sie balam panicznie pierwszego porodu i tego jak sobie poradze w nowej roli, ale jak juz przyszlo co do czego to nie bylo tak zle. owszem boli, nie powiem, ze nie, ale ja nie myslalam o blu tylko o tym, aby pomoc maluszkowi jak najszybciej wyjsc na zewnatrz, to dawalo sile. Bol szybko mija, potem staje sie niewazny. Bo jak klada malenstwo na brzuchu, jak sie je uslyszy i zobaczy to wszystko zostaje wynagrodzone. porod to tylko poczatek pieknej drogi, potem macierzynstwo to najpiekniejszy okres w naszym zyciu, dla mnie tak jest, wlasnie teraz jestem spelniona, tu i teraz jako prawie podwojna mama. Nie ma sie co bac, bo wszystko bedzie dobrze. nasz synus wniosl w nasze zycie tyle szczescia i radosci, ze jestesmy najszczesliwi na swiecie, a teraz drugi w drodze. To jest cud.
Ok marudze, wiec juz koncze :-)
Wszystkim Wam zycze milego dnia, trzymam kciuki za Was i brzuszki
