Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Wiesz, ja zakładam że u mnie wynika to z zaburzonego poczucia odpowiedzialności i stosowania zasady ograniczonego zaufaniaO widzisz, ciekawe to jest - podejście mamy takie same ze zarodek to nie dziecko, a o adopcji pogląd zupełnie innydla mnie (i mojego męża też) właśnie naturalne, że skoro to tylko zlepek komórek pochodzących ode mnie i męża to czemu by ich komuś nie przekazać. W mojej głowie jest to w sumie na równi z oddaniem komuś szpiku kostnego, krwi, nerki czy kawałka wątroby. Wręcz mam myśl, że mam nadzieję, że moglibyśmy naszym zarodkiem albo moja komórką pomóc innej parze która zmaga się z tym co my
![]()
Tym bardziej jak sobie pomyślę, że pary które podchodzą do IVF z adopcją muszą być przekonane o chęci posiadania dziecka i zdają sobie sprawę, że genetycznie ten zlepek komórek nie pochodzi od nich, ale nadal są gotowi je urodzić i wychowywać i to uczyni ich rodzicami tego przyszłego dzieciaczka![]()
właśnie wydaje mi się, że dla osób takich jak Ty, gdzie moment połączenia komórek to moment w którym postaje życie i dziecko, to podejście do ivf łączy się dodatkowo z rozterkami na poziomie religijno-duchowym. I musi być Ci bardzo ciężko z tym, że będziecie musieli to ukrywać z uwagi na potencjalne gorsze traktowanie dzieckakurczę no a ja jednak te zarodki traktuję jako dzieci i tutaj jest mój największy dylemat co do ivf, że będę miała ich za dużoco oczywiście jest bardzo rzadkie. Ale myślę, że po prostu jak już coś realnie zaczniemy koło ivf działać to otwarcie będę mówić o tym lekarzowi.
Ale ja też pochodzę x bardzo katolickiej rodziny… dlatego też już powiedziałam mężowi że ja z ivf jestem jak najbardziej okej, ale no mam warunek jeden że nikomu ale to nikomu o tym nie powiemy. O ile mogłabym znajomym, bo dla mnie to nie jest powód do wstydu, tak bardzo boję się reakcji rodziców a przede wszystkim czy aby na pewno nie będą tego dziecka traktować jakoś inaczej (dodam że na prawdę są cudownymi rodzicami, ale jednak niektóre przekonania mają bardzo konserwatywne), a pewność że do nich ta informacja nie dojdzie jest tylko wtedy jak nie powiemy nikomuahhh trochę odwróciłam to pytanie, ale potrzebowałam się wygadać
![]()
Pięknie!! Obydwie bety robiłaś w klinice, za hajsy z ministerstwa?U mnie
6 dpt beta 43
9 dpt beta 210![]()
Ciężkie, ciężkieWłaśnie ja mam trochę dysonans w podejściu czy od implantacji i pozytywnej bety czy od serduszka. Patrząc na to pod kątem naukowym skłaniam się do momentu bicia serduszka jako tego przełomowego momentu w rozwoju komórek i powstania życia. I łączy się to też z sytuacją, gdy zarodek się zaimplantuje ale powstanie puste jajo - czyli „życia” jako tako w moim przekonaniu nie było. Ale pod względem emocjonalnym myślę że jeśli uda nam się podejść do transferu i zobaczę dodatnią betę, to myślę że już na tym etapie (bez uwidocznienia akcji serca), będę czuła że rośnie we mnie zycie. Ciężkie to wszystko do zdefiniowania![]()
Co do adopcji - mam dokładnie takie samo podejście. Jeśli jakiekolwiek blastki nam zostaną i już nie będziemy chcieli więcej dzieci, to zdecydujemy się na przeniesienie ich do Czech i utylizację.
Ja nastawiałam się na krwawienie (w końcu przecież przekłuwają w trakcie punkcji conajmniej dwukrotnie szyjkę), a jakimś cudem nie miałam nawet najmniejszego plamienia. Po punkcji obudziłam się w wielkich jednorazowych majtach z podpaska założone przez panie położne, więc podejrzewam że jednak miałam szczęście i to krwawienie może wystąpić jednakA w sumie po punkcji spodziewać się jakiegoś plamienia/krwawienia?to nic, że mogę zapytać o to lekarkę w poniedziałek, forumowe koleżanki i tak pewnie wiedzą lepiej
![]()
ja plamiłam troszkęA w sumie po punkcji spodziewać się jakiegoś plamienia/krwawienia?to nic, że mogę zapytać o to lekarkę w poniedziałek, forumowe koleżanki i tak pewnie wiedzą lepiej
![]()
nie, to znieczulenie krótkotrwałe więc nie trzeba cewnikaA to może być problem z siusianiem po?ale cewnika do pęcherza na czas zabiegu się nie wprowadza?
Przykro mi, że będziecie to musieli ukrywać, bo wsparcie rodziny - w moim odczuciu - jest bardzo ważnym elementem.kurczę no a ja jednak te zarodki traktuję jako dzieci i tutaj jest mój największy dylemat co do ivf, że będę miała ich za dużoco oczywiście jest bardzo rzadkie. Ale myślę, że po prostu jak już coś realnie zaczniemy koło ivf działać to otwarcie będę mówić o tym lekarzowi.
Ale ja też pochodzę x bardzo katolickiej rodziny… dlatego też już powiedziałam mężowi że ja z ivf jestem jak najbardziej okej, ale no mam warunek jeden że nikomu ale to nikomu o tym nie powiemy. O ile mogłabym znajomym, bo dla mnie to nie jest powód do wstydu, tak bardzo boję się reakcji rodziców a przede wszystkim czy aby na pewno nie będą tego dziecka traktować jakoś inaczej (dodam że na prawdę są cudownymi rodzicami, ale jednak niektóre przekonania mają bardzo konserwatywne), a pewność że do nich ta informacja nie dojdzie jest tylko wtedy jak nie powiemy nikomuahhh trochę odwróciłam to pytanie, ale potrzebowałam się wygadać
![]()
Yeaaa!U mnie
6 dpt beta 43
9 dpt beta 210![]()