No tak, z namolnym obcym dzieckiem bywają problemy, ja też miałam takie sytuacje, że jak tylko siadałam na jednej z ławek ze śpiącym Filipem w wózku, to przyplątywała się skądś dziewczynka paroletnia, i koniecznie musiała bujać wózek, rozkładać parasolkę, poprawiać kocyk i tak dalej... szlag mnie trafiał, bo nie dość, że mogła obudzić dzieciaka, to jeszcze ja miałam ochotę wreszcie na chwiłe spokoju, a tu się jakieś obce dziecko narzuca... Na początku miałam trochę wyrzuty sumienia, bo przecież to tylko dzieciak... ale po którymś tam razie powiedziałam ostro, żeby sobie poszła bo mi przeszkadza i nie daje Filipowi spać... podziałało na pięć minut. hihi, ale uparta bestia. Teraz poprostu omijam tamte rejony, nie muszę siadać akurat na tej ławce, no nie?
A swoją drogą, ciekawe, jaka kobitka z niej wyrośnie, skoro już teraz jest ma niezły tupecik
pozdrowionka
nikita
aha, przypomniało mi się jeszcze w kwestii psów - ja mam psa i nie robię tragedii, jak pies Filipa poliże - ale nie przyszło by mi do głowy, że mój pies miałby lizać obce dzieci na spacerze! A już wogóle nie pomyślałabym, żeby go do tego zachęcać... niektóre dzieci poprostu boją się psów. No i nie chciałabym, żeby obcy pies lizał moje dziecko - swój to swój - to inna sprawa, ale obcy niekoniecznie. Dobrze Was rozumiem w tej sprawie, mimo że psiara jestem.