Ja karmię teraz jak
Kamcia, jeden do dna, przerwa, krzyk i dokarmienie drugim przy którym zasypia albo i nie. Potrafi nie spać i drzemać ta nasza słodycz dobre kilka godzin zanim zaśnie na amen ale jak zaśnie to potrafi niemal całą noc :-)
I uporałam się w końcu z cyckami! Ciężko było, trochę musiałam się natrudzić co z nimi zrobić i staneło na tym, że na popękane, krwawiące brodawki mimo wszystko najlepsze jest po karmieniu posmarowanie mlekiem i zostawienie do wysuszenia, najlepiej chodzić bez stanika cały dzień, nie kremować. Dodatkowo kupiłam muszle laktacyjne, które zakładam przy karmieniu, bo w międzyczasie wykapuje z drugiej, nieużywanej nieraz i 150 ml

, co odlewam i podaję z butli gdy cycuchy mają serdecznie dosyć (bo nadal bolą przy karmieniu ale już nie tak dramatycznie mocno). Dodatkowo karmię przez nakładki silikonowe co jest faktycznym zbawieniem w tej sytuacji. I takim sposobem po dwóch dniach niekarmienia, jednym dniu z nakładkami jestem w stanie podać pierś.
Rany jak się cieszę :-)
Tylko dobija mnie to przeciekanie, niby nawał minął ale jak cycki wyczują porę karmienia to ciekną strasznie i długo. Poza tym nadal mam uczucie przepełnienia, miękkie a i tak nie do końca są po karmieniu.
Póki co jem wszystko, uważam tylko na mleko i czekoladę. Sama nie wiem, czy najpierw jeść i eliminować czy nie jeść i dodawać. Bóle brzuszka można źle zinterpretować a potem będę niepotrzebnie na diecie. Najbardziej dziecku szkodzi zagazowanie, łykanie powietrza i słabe odbicie, nie to co jemy...