Kurcze, miałam wczoraj przykra przygodę i zaczynam sie troche martwić... Ale zaczne od początku... generalnie chodzi o to, że zaczynam tracic poczucie własnych wymiarów. Jak wchodziłam do domu i otwierałam drzwi, stanęłam troche za blisko i uderzyłam sie porządnie drzwiami w brzuch tuz nad pępkiem. Brzuch w sekundzie mi stwardniał, nad pępkiem pojawiła sie czerwona plama i kilka pękniętyck naczynek - takich malusieńkich, ale zawsze... Zdenerwowałam sie bardzo, że zrobiłam krzywde córci, ale jak usiadłam, to ona normalnie sie ruszała, a po 15 minutach dostała nawet czkawki, więc sie trochę uspokoiłam. Ale i tak nie moge przestać o tym myśleć... Zwłaszcza dzisiaj, bo przez ostatnie 4 godziny Mała była hiperaktywna. Tak sie wierciła, że myślałam, że mi sama przez brzuch wyskoczy. Nawet zadzwoniłam do męża sie wyżalić, ale on mnie tylko uspokaja, że przecież aż tak bardzo sie nie uderzyłam (nie ma nawet siniaka), a poza tym Malutką chronią wody płodowe i macica, więc pewnie poczuła to tylko jako szturchnięcie. Ale i tak sie martwię... teraz uspokoiła sie troszkę - juz z 15 minut nie fika, a ja już sama nie wiem, czy mam sie martwić, czy cieszyć... A nie chcę dzwonić do lekarza, żeby nie wyjść na panikarę, tym bardziej, że już w poniedziałek mam wizytę. A może jestem wyrodna matką, że nie dzwonię??
Czy któraś miała podobne przygody? Może macie jakąś radę??