minia- wyczerpująco, dlaczego nie mamy pieska.
Moja rodzina jest lekko kopnięta na punkcie zwqierzaków, dokladnie mój ojciec. ja poszam w mame.
Czego u nas nie byo- nutrie, sarna z uciętą przez kosiarke noga, z piętnaście psów, w tym rasowy ogar, który żarl kury sasiadom, owcarek podhalański i mnóstwo kundli. Najbardziej zapamiętalam bezdennie durnego zwierzaka, który co noc ściągal budę z lańcuchem po podjeździe do garazu. Nie wiem czemu. Kotów nie zlicze. Same znosilysmy mamie podrzucone znajdki. Rybki byly non stop. Chomiki, swinki morskie- Funie zagryzl pies. Chomik mial akwarium pol na pol z rybkami, przegrodzone scianka...i kiedys ta scianka pękla...
Cale zycie mamy to wycieranie kalóż z podlogi, wynoszenie kup, czyszczenie klatek, bo oczywiscie, wszyscy sie zachwycali, dzieci szczeniaczki przynosily, ale karmic, sprztac musiala mama. W ogrodzie kupy. A jeszcze mieszkala z nami babcia i hodowala prosiaki i gęsi...i kury....Jak zostalam pania wlasnego domu, otrzymalam z inwentarzem- z teściami ich dwa psy, a siostra podrzucila mi olbrzymie psisko marki labrador, ktorego dostala do trzymania w bloku na 4 pietrze bez windy....Aktualnie labrador jest u mamy, poniewaz ja go xle hodowalam- wzielam dziada na lancuch, a siostra oburzyla sie, ze rasowce nie moga byc na lancuchu.
Trudno- albo pies albo ogrod. A to bydle z upodobaniem grzebalo w smietnikach naszych i sąsiadow. Wywalalo pojemniki na ziemie i roznosilo w strzępach po okolicznych trawnikach. Wiesz ile sie nasprzatalam? Natlumaczylam? Wzielam lobuza na lancuch. A siostra oddala go mamie.
Ja lubie koty. Lubie malutkie, ciche stworzenia, mruczące na kolanach. Mialam dwa koty- Imbryka i Bajeczkę. Niestety, Imbryk zginąl ( poszedl i nie wrocil) a Bajeczkę rozjechala koparka.teraz jerstem w zalobie kociej, ale moze sie zdecyduje, ale nigdy na psa.
Primo smierdzi, secudno halasuje, tertio niszczy ogrod, quarto przynosi kleszcze, a poza tym- jestem za leniwa na porządne dyscyplinowanie psa, wychowanie go, wozenie do wterynarza, czesanie, odrobaczanie, uczenie, spacerowanie itak dalej. Kot to kot. Sam sie wymyje, przyjdzie, napije sie mleka i jeszc`ze metafizycznie pomruczy...
Tak wiec minia, żadnych psów. Teściowej zdechly, innych nie zgadzam sie miec.
Taka jestem wredna baba. ;D