Okrutny...pewnie tak. Mnie wydal sie jeszcze bardzo nieszczęśliwy. Jego bohaterowie sa tak beznadziejnie pokręceni, tak do głębi trzewi skomplikowani, poranieni, wrazliwi jakby żyli bez skóry...ja tez mam tak czasem...ale ciągle? Robic z tego sedno osobowości?
Nie wiem czemu, ale kojarzy mi sie to z Keanu Reevsem. Zginęła mu dziewczyna w ciązy, siostra jest chora na raka, a on smiga czarnym motocyklem w czarnych okularach w czarnej rozpaczy....
Znam ludzi chorych na raka. Znam wspanialego faceta, ojca bliźniakow i starszego studenta, ktoremy zmarla zona, dzieci mialy wypadek, spalono im dom, a ostatnio malując nowy dom spadl z drabiny i rozharatal tylek tak, że ma niewladna noge i chodzi na terapię.
Jakos nie nosi czarnych okularow, nie brata sie z bezdomnym i n ie placze mu w rekaw. Ostatnio pojechal z moim ojcem na grzyby.....i pilismy razem kawę na urodzinach. Usmiechał się.
No więc co to ja...a, żeby nie pozować. Ani w literaturze, ani w zyciu.
Bo smutno mi od tego. Jak mozna nie dac swoim bohaterom szans na radośc? Na takie np: zdanie:
Wisniewski mógłby to napisać.....
ONA: usiadła na skrzypiącym wiklinowym fotelu i wyciągnęła twarz do slońca. Ostatnie sierpniowe promienie. Jak ręka mamy dawno temu, na wlosach. Albo jego dłoń. Pachnialo jabłkami. Gdzieś szczekal pies, gdzies zaklekotała stara ciężarówka. Zamknęła oczy i usmiechnęła się do niewidzialnych aniołów.
