No popatrz Kalina. Mój mąż tez tak myśli zawsze.....choroba jakaś czy zaraza??
A ja dzis raniutko zrobiłam sniadanie dla moich trzech facetów, wyprawiłam starszka do szkoły, podałam męzowemu leki, pieknie popakowałam prezentowe pierniczki - kazdy oddzielnie w celofan z kokardką, pomalowałam wiaderka na gałązki choinkowe (będe je decoupagować, żeby zrobić stroiki), zerknęłam przez dziurke do pudła w którym moje lale chyba przyszły (mąż waruje przy nim i nie pozwala mi zobaczyć), ugotowałam żarełko dla pesosa (wątróbka drobiowa z marchewka i makaronem śwideki). I wymysliłam co dla nas na obiad zrobię - schabiki + boczniaki + purre ziemniaczane z awokado.
Daawno nie pisałam co u moich dzieci.
Starszy walczy z komisją edukacji. Dusza mu sie buntuje na program nauczania. Fakt, czasem musze sie nieźle za język przygryzac, zeby nie powiedziec co mysle o nadambitnych nauczycielach. Przykład. Wczoraj rzewnymi łzami sie zalewał bo nijak nie mógł nauczyc się grac na cymbałkach sto lat". Po chorobę to jest potrzebne?? Niech mi ktoś powie?? nie wystarczy żeby cos tam dzieciaki pospiewały? Kto sobie chce grac, nich chodzi na warsztaty muzyczne. No i sam program muzyki. Dokładne nauczenie sie zapisu nutowego, jakies terminy muzyczne z kosmosu... po co? moim skromym zdaniem dziecie powinno rozpoznawac ze słuchu gatunki muziczne, osłuchac się z operą, utworami sławnych kompozytorów. poznac po dźwieku instrumenty. Ale tego jakos nie ma. Chyba magnatofon ambitnej pani wysiadł


. Bogucha ma same 5 i 6 z głównych przedmiotów, a 3 i 4 z plastyki i muzyki. Cha cha. jestem ostrozna w chwaleniu swojego syna, ale niedawno naprawde zachwyciła mnie jedna z jego prac. Przyszedł ze szkoły markotny, bo pani powiedziała, ze piatki to mu za to nie postawi, bo nie jest az takie ładne. jakim prawem kobieta subiektywnie ocenia prace dzieci?? babsztyl po jakimś studium plastycznym (bo uczy przyrody) wypowiada sie z zakresu sztuki. Żebym nie była zbyt dumna poszła bym i jej natrzaskała swoimi tytułami naukowymi. Cha cha.. Ale uwazam, że wystrarczyło, iż zapewniłam mojego syna, ze praca jest wspaniała, doskonale skomponowana i w ogóle de-best. A nauczycielką niech sie nie przejmuje, bo ocena z plastyki jest dla mnie pyłem na wietrze

. Syn zadowolony (bo baaardzo rzadko go chwalę) pani trwa dalej w artystycznej czarnej dziurze swojego jestestwa, i wszyscy są zadowoleni.
No a mały. mały dalej mówi duzo ale po swojemu (Tata zium aaa ma) - tata pojechał, nie będe spał). potrafi jednak na palcach pokazac liczby do dziesięciu - ile pies ma łap, ile masz lat itd). Z nocnikiem tez nam idzie całkiem nieźle (kupa w pampka, naturalnie za kanapą).