Ja raczej będę musiała iść no bo skoro mąż już się zapowiedział, że raczej przyjdziemy to już im na pewno nie odmówi, a też raczej bez sensu, żeby on szedł a ja nie bo to i tak nie ma znaczenia. Ja mu mówiłam, że nie chcę iść na to wesele bo się zwyczajnie boję i on się niby zgodził ze mną, że skoro się boję to nie pójdziemy i jak młodzi przyjadą to mam im to powiedzieć, no więc przyjechali, ja chciałam im to powiedzieć ale nie zdążyłam bo mąż się zapowiedział. Zwyczajnie mnie oszukał mówiąc, że możemy nie iść skoro się boję i postawił mnie przed faktem dokonanym, no bo przecież nie wypadało mi się przy młodych kłócić z nim, że obiecał mi, że odmówimy. Zrobił mi świństwo a teraz ja muszę iść w miejsce, wg mnie wysoce ryzykowne i w które nie chcę iść. Na pewno się nie będę dobrze bawić, w ogóle nie będę się bawić ale muszę odsiedzieć swoje. Boję się. Z drugiej strony, niedługo później moje dzieci pójdą do szkoły, młodsze dziecko do 1 klasy więc tam pewnie też, już same dzieci, będą narażeni. Nie wiem jak to przetrwam psychicznie wszystko.