Po pierwsze,miałam mnóstwo badań:usg,badanie wód płodowych..
zawsze musiałam upominać sie o wyjasnienia,bo wogle nie informowali o wynikach badań
dwa razy bylam na porodówce bo miałam indukcje,i potem tzw poród wywoływany(podawali
mi kroplówke z oksytocyny przez 4 godz,sukcesywnie zwiekszajac dawke),myslałam
ze pekne jak balon,nie mogłam wstac do ubikacji.Pózniej kazali wracać na oddział i czekać,az pojawia sie skurcze
i tak w kólko .W koncu kiedy szanowny ordynator,entuzjasta porodów naturalnych poszedł na urlop
postanowili zrobić cc.
Kiedy Natka byla juz ze mna,w Brzozowie mieli dezynfekcje ,wiec oddział byl zawalony wrecz rodzacymi,brakowało miejsca
ja przez 4 doby lezalam na sali,gdzie nie miałam mozliwosci samodzielnie zmieniać pieluszek dziecku. W rezultacie miała az rane na tyłku z powodu zbyt rzadkiego zmieniania pieluchy.
Do tego wszystkiego miałam problemy z pokarmem....,a pielegniarki i połozne wogle nie miały czasu,bo przeciez trzeba wypic kawe,zamówic jedzenie z pizzeri i poplotkować...