Dziewczyny, niestety już dostałam okres. I dość silnie krwawię. Dr jak byłam na wizycie stwierdziła że to koniec, ale kazała jeszcze się wstrzymać z odstawianiem leków jeżeli krwawienie się uspokoi, to powtórzyć HCG w środę. Leżałam cały dzień bo jeszcze wierzyłam, ale przed chwilą dostałam silnego już krwawienia i nie brudną brązową krwią a silnie czerwoną. Także już nie mam co się łudzić, po wszystkim. Morze łez wylane, dopiero teraz się uspokoiłam trochę.
Rozmawiając z dr pytałam jaka mogła być przyczyna. Progesteron wysoki (110), ja się oszczędzałam i leniuchowałam jak mogłam, a tu nagle... Dr odpowiedziała że raczej to wina zarodka i trzeba spojrzeć z innej strony : po pierwsze że zaskoczyłam i coś się działo, doszło do implantacji, po drugie lepiej teraz poronić niż dowiedzieć się żę z dzieckiem coś jest nie tak przy usg genetycznym. Może i racja, ale jednak boli.
Zastanawiam się czy po tej silnej stymulacji i końskich dawkach leków komórki jajowe nie są uszkodzone i wszystkie zarodki są uszkodzone. Czy każda próba zakończy się tym samym. Nie wiem już sama.
Próbować będę dalej z całych sił, jednak zastanawiam się nad in vitro. Boję się że każde będzie kończyć się jak to. Jakoś niepowodzenia podczas starań naturalnych są mniej bolesne i stresujące niż to czekanie i przebolenie kolejnej porażki po in vitro. Muszę pojechać na wizytę i porozmawiać z dr, może warto coś zmienić w przygotowaniach, żeby zwiększyć szansę :-(
Przepraszam, nie jestem w stanie czytać nawet forum bo oczy od płaczu mi popuchły. Widzę gotadora że usłyszałaś już tą najpiękniejszą melodię dla uszu matki. Cieszę się, że chociaż innym się udaje, to jednak dodaje skrzydeł.