czesc wszystkim,
jestem stara forumowiczka i in vitro mialam w 2009 a wiec wieki temu, chce podzielic sie moja historia bo sama goraczkowo szukalam w necie zeby cos dla siebie pocieszajacego wyszukac i podtrzymac podupadajaca nadzieje na jakistam cud
staralismy sie o dziecko b.dlugo bo ok 6 lat, lekarze nas zlewali bo pomimo ponad trzydziestki na karku powtarzali ze jeszcze jest czas no i potem sie zaczely iui -6 razy i nic, dodam ze NIGDY nie bylam naturalnie w ciazy a antykoncepje stosowalismy raczej pro natura

, znosze porazki dobrze-praca zwiazana z wyjazdami to ulatwia-jak nie to nastepny projekt i tyle, no i u mnie wszystko ok-laparo i histero mialam, owulacja itp itd ok, jestem szczupla, jem zdrowo, ale lubie tez poszalec

, stary nie pije nie pali, armia zaleznie od stresu w pracy i nadwagi lub jej braku raz nieciekawie albo normalnie-jednak mozna na to wplynac, tak czy inaczej 2009-mam 38 lat- in vitro (mieszkam w niemczech ale robilam w czechach) -24 oocyty bez hiperki, zaplodnilo sie ok 15 i do blastek dotrwalo 8, 1 transfer-2 zarodki ciaza biochemiczna, potem crio -2 zarodki tez dobrej klasy i klapa, i na wiosne w maju-crio znow 2 zarodki i sukces, 2011 urodzilam synka-normalna ciaza bez atrakcji, jedynie cesarka bo kloc mi wielki urosl i nie chcial wylezc

, potem juz mysli o crio bo 2 zarodki czekaly, wiec staralam sie nie starac naturalnie bo co z zarodkami ? i tego bardzo zaluje bo kto przepraszam zachodzi z jednej stymulacji kilka razy-absolutne wyjatki a przeciez wiadomo ze pociazy najlatwiej zaciazyc no nic, ok 1,5 roku po porodzie mialam crio-i tu kolejny blad -mialam szczepionke na zapalenie opon bo u nas szaleja kleszcze miesiac przed transferem i nikt nie zapytal mnie o taki "drobiazg" a sama glupia nie pomyslalam, cos tam sie zagniezdzilo ale na krotko...potem kolejne-ostatnie crio i koniec, moj stary jedynak wiec jemu to rybka wiec zostalam sama -nadal przekonana ze MUSZE cos wykombinowac, kasa niby jest jak sie zaoszczedzi ale stary raczej niechetnie w tym kierunku, poza tym obudzila mu sie wiara i ze co jak bedzie za duzo zarodkow itp itd a poza tym ja juz z czterdziecha na karku...i tak latka lecialy, a ja pilnowalam owulacji-raz lepiej raz gorzej ale staralam sie "zmusic" chlopa do akcji na czas-dodatkowo kupilam mu tabletki maca i bral orthomol fertil plus-ale czy bral czy nie tego nie wiem -bo klamal

, a ja z przyzwyczajenia bralam ten moj oeparol, kwas foliowy no i lubie biegac wiec to tez, jakos to moje samotne staranie stalo sie czescia mojego zycia i podchodzilam do tego bez specjalnych emocji-poza wsciekloscia ze znow okres lub na starego ze mu sie nie chce...tak czy inaczej skonczylam 43 lata, klotnie nadal wszczynalam o rodzenstwo-tym bardziej ze junior naciskal tez, nie mam wsparcia w rodzinie ale akceptacje, tesciowa okropna bo zwyczajnie glupia baba a mama wymagajaca-jak cos chcesz to walcz, no wiec raczej bez pomocy ale bez negacji, w zeszlym roku zaczelam oddawac krew i na wiosne przypadal moj 2 termin oddania, wypadal jakos kolo okresu wiec sie zastanawialam czy dam rade, okres opoznil sie o 2 dni i wygooglowalam ze lepiej zrobic sobie jednak test ciazowy-hahahah JA i test ciazowy!!! no ale nic kupilam jakistam w rosmanie i zrobilam popoludni-a tu dwie krechy :O, szczerze mowiac beznamietnie odlozylam, pojechalam do apteki i kupilam taki mega czoly, i zrobilam pod wieczor-znow to samo, do stacji krwiodawstwa juz nie poszlam i pomimo gadatliwosci-widac po tym poscie ;P, zaniemowilam na 2 dni-potem byl dzien ojca wiec pomyslalam ze moze powiem staremu...ale ja? 43 lata -jak ????? no to kolejne testy i to samo a raczej mocniejsze krechy, no to podzielilam sie ze starym a on na to-jak to udzwigniemy finansowo???? :O-potem przeszlo tornado-zrownalam z ziemia!!!
pisze to dla was nie po to zeby sie pochwalic, lubilam zawsze to forum, poznalam tu mega babki i duzo mi pomoglo wiec moze komus to da ta iskierke nadzieji i wole walki, bo ja rycze ale potem sie wsciekam i rzadam od zycia, tak juz mam raczej furia zamiast zalamki-moze to dobrze...wiec nie jest tak ze mamy nad czyms kontrole, to jest loteria, jednak warto o siebie zadbac, psychiczny relaks to bzdura i to ze ciaza to jak sie wyluzujesz-ja jestem MEGA wyluzowana w swoim wariactwie

, zwyczajnie trzeba sie skupic na sobie i wierzyc w siebie, wiem ze sa dziewczyny, ktore maja rozne choroby-czasami sobie ich zyczylam bo ja jestem tzw nieplodnosc idiopatyczna-czyli lekarz G...wie co mi jest!!! zgrabne okreslenie, nie wiem co zaskoczylo ze taka stara krowa nagle jest w ciazy a 10 lat temu nic...jezeli ktos szuka jak ja zaczepienia to zapraszam na priwa, moge dopisac co tam jeszcze robilam-np po owulacji tej udanej uprawialam sprinty i ze wzgledu na zakwasy w nogach bralam duzo magnezu i witamine D3 bo w zimie zawsze biore zeby trzymac pion

trzymam za wszystkie baby kciuki-teraz wierze ze kazda z nas ma gdzies ten cholerny guzik, swoj moment, swoje 5 minut, jestesmy w tym same i nawet nasi panowie nie sa w stanie pojac co sie dzieje-pomimo checi, trzymajcie sie, glowy do gory, nie dajcie sie ani glupocie ludzkiej ani sektom religijnym i politycznym, wierze ze zawsze jest wyjscie i mozna sobie pomoc
swiatecznie i zza krzaka pozdrawiam cale forum in vitrowe i przesylam moc
wasza
hope 71