morgaine no aż se musiałam prasowanie przerwać, ale do rzeczy widzę że mamy zupełnie różne sytuacje w rodzinie, u mnie dziadkowie uczestniczą w opiece nad wnukiem od samego początku, mały ich uwielbia, zarówno jednych jak i drugich,
są dla mnie niesamowitą pomocą, a dla młodego super opieką kiedy coś trzeba załatwić i nie uważam żeby to było coś złego. Ja nie mam niani (jak na razie) mój mąż odkąd jestem na wychowawczym stał się jedynym "żywicielem"
rodziny, ma własną działalność, zobowiązania itd idąc tym tropem nie może sobie wziąć wolnego, ale oboje wiedzieliśmy w co się pakujemy, że raczej będę zdana na pomoc dziadków niż jego
i chwała bogu że ich mam zawsze chętnych do pomocy na ile tylko im też czas na to pozwala (wszyscy nadal pracuja), oczywiście pomoc może być zarówno na miejscu u nas w domu jak i
mam możliwość wysłania małego do dziadków gdzie jest dom, ogród itd. co wydało mi sie lepszą perspektywą niż siedzenie u nas w blokach. fajnie że Twój mąż ma takie możliwości że będzie z Tobą
po porodzie w domu, ale jak widzisz nie wszyscy moga sobie na to pozwolić, i nie uważam żeby było cos nie tak w moich relacjach z dzieckiem tylko dlatego, że młody spędzi mój poród u dziadków
których uwielbia (co jeszcze nie jest przesądzone). a i niespełna 2 letniemu dziecku chyba trudno będzie zrocumieć że niedługo na świat przyjdzie braciszek-uwierzy dopiero jak zobaczy
cucumber powodzenia na wizycie
katia, zgadzam sie w 100% :-) buziak. mysle, ze to wszystko jest naprawde kwestia relacji. moi synkowie uwielbiaja byc u dziadkow, a ci sa dla nich super, i nie mam najmniejszych obaw, ze czuliby sie tam dopieszczeni, a moja wlasna mama dbalaby oto, zeby ciagle przypominac im, ze sa tam na chwile tylko, bo mama zle sie czuje (ja czesto powtarzam nawet teraz, ze musze sie polozyc, bo boli mnie brzuszek, ale zeby usiadl obok, a nie na mnie, bo chce go przytulic itp), ale ze strasznie ich kocham, ze niedlugo do mnie przyjada, takie tam. w akzdej chwili mogliby mnie odwiedzic.
nie, no raczej nie pojada nigdzie, ale nie dlatego absolutnie, ze uwazam, ze z dziadkami byloby im gorzej niz z nami, ale dlatego, ze obaj sa juz na tyle duzi, ze chcieliby pewnie uczestniczyc w przybyciu Felusia na swiat (nie doslownie, ale niedlugo pozniej). na pewno chce, zeby przyjechali do szpitala - juz im tlumaczylam nieraz, ze pan doktor pomoze dzidzi wyjsc z brzucha, ze bede musiala isc do szpitala i tam przyjdzie do nas dzidzia (ich to strasznie nurtuje, jak ta dzidzia tam weszla - odp. tata dal ziarenko mamusi - i jak wyjdzie - odp. przez pepek, urosl mi bardzo i oni widza w tym zdecydowanie sens). wiec koniecznym elementem bedzie to, ze jak zaczne rodzic, to oni pojada do rodzicow moich, ja pojade do szpitala, oni mnie tam odwiedza i potem przyjada do domku, gdzie bedzie juz Feliks.
nie wiem, poki co tak sobie to wyobrazam.
asiunia, nie gratulowalam ci awansu P!!!!!!!!! gratulacje spoznione, ale najszczersze :-) ciesze sie razem z wami!!!! bosko
a co do pasa, to w zyciu czegos takiego nie widzialam, ale mam ten sam problem - tez mam ochote go ciagle podnosic. jak kupisz i wyprobujesz daj cyne.
a, i wozek przyjechal. biedny pan kurier plakal mi w sluchawke, czy nie ma kogos, kto by pomogl mu wejsc, bo u nas gora, nieodsniezona i nie wjedzie autem.. az mi go zal, bez kitu.. ale niestety. dostanie za to w lapke cosik i mam nadzieje, ze nie bedzie mnie przeklinal ;-)