czytam Was dzisiaj, czytam i wbić się w dyskusję nie mogę ;-)
ja nie oglądam, ale wiem, że to nie SPOSÓB na życie, ale PRZEPIS na życie



zaraz zmykam spać
dzisiejsza noc mało co przespana, nie przez Tysiulę, tylko przez stres, liczę na to, że ta będzie lepsza i generalnie, że jutro będzie lepiej niż w poniedziałek
co do emigracji
ja w Anglii byłam dwa miesiące, sprzątałam w hotelu, M. pracował w hotelowej restauracji, ja szłam do pracy na 9, kończyłam 13-14. On szedł na 16 i siedział do 22-23, ciągle się mijaliśmy... byliśmy sami, żadnych znajomych, jak go nie było, czytałam ksiązki, spałam i generalnie było średnio...
nie chciałabym mieszkać tam na stałe, bo to tu mam rodzinę, przyjaciół (a ja z tych co potrzebują częstego kontaktu)
tam faktycznie czułam się obca... nie byłam u siebie
no i ta pogoda... niby lato, a było zimno i pochmurno ;-)
ale coś w tym jest, że zagranica kusi... siostra M. siedzi w Anglii od 3 lat, laska po studiach, tu pracowała za tysiąc zł, tam jeździ na tracku (coś w stylu wózka widłowego), ale stać ją na opłacenie mieszkania, utrzymanie się, ciuchy i jeszcze 2 razy do roku jeździ na wakacje np. na Teneryfę. I faktycznie pojawia się pytanie: po co te studia? po co ambicje, jak można po prostu fajnie żyć...?
cięzki temat... nie ma co
i jeszcze oczywiście buziaki dla Natalci i Karolka!