Kochane, dopiero wróciłam... maskara... do centrum jechaliśmy półtorej godziny- takie korki, w pewnym momencie aż wysiadłam i dalej szłam, a raczej prawie biegłam- miałam 10 minut, żeby dotrzeć do lekarza. A że prowadzę bardzo spokojny tryb życia i spacerki, na które czasem sobie pozwalam są naprawdę spokojne i wolne, to ten prawie bieg był dla mnie nie lada wyzwaniem...
Aż mnie mięśnie nóg bolały i w pewnym momencie myślałam, że po prostu siądę i zacznę płakać, czułam się taka bezsilna...Bałam się, że zaraz się wywrócę albo że to wszystko zaszkodzi dzidzi, a zależało mi, żeby zdążyć. I wpadłam do lekarza o 18:28
Kobietka całkiem fajna, tylko że nie pracuje w żadnym szpitalu, więc dylemat, czy zamieniać mojego dotychczasowego gina na nią pozostał... na infekcje, które oczywiście nadal mam, przepisała mi Pimafucin. Na skurcze (te moje bóle miesiączkowe) nospę forte, a gdyby nie pomagało- w awaryjnych sytuacjach- relanium. Powiedziała, że zobaczymy, jak będzie po tym i że Fenoterol będzie najwyżej kolejnym krokiem. Szyjka według niej praktycznie ok, muszę tylko dużo odpoczywać, leżeć, bo to pomaga w zminimalizowaniu skurczy. Płci nie zdradziła, więc czekam do piątku
Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby chodzić i do niej i do gina, do którego chodziłam do tej pory...u niego płacę za wizyty, a do niej mam kartę z zakładu pracy, więc nic mnie to nie kosztuje

ale temat do przemyślenia. Póki co muszę odpocząć, bo dzisiejszy dzień mnie wykończył i psychicznie, i fizycznie.