Tym azem witam wieczornie :-)
Miałam dziś super popołudnie - razem z Niną i moją mamą byłyśmy na zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu do którego od września pójdzie Nina i byłam bardzo dumna z mojej córeczki :-) Bo ogólnie to jeszcze pół roku temu sama myśl o przedszkolu przeszywała mnie ogromnym dreszczem mała bała się obcych - zarówno dorosłych, jak i dzieci, a teraz radzi już sobie całkiem nieźle i jestem dobrej myśli co do tego września.
Po zajęciach byłam jeszcze z moim M na spotkaniu informacyjnym w drugim przedszkolu które nas interesowało, ale niestety będziemy musieli z niego zrezygnować, bo jest czynne od 6.30 i raczej nie da się tu nic wykombinować. A my z M oboje pracujemy od g.7 rano, do tego plan był takiaby Adrian chodził do żłobka koło pracy M, więc nawet zostawiając Ninę punkt 6.30 musiałby się nieźle nagimnastykować żeby zdąrzyć odstawić szkraba do żłobka. A wiadomo, że akurat w tym przypadku pośpiech jest niewskazany, więc wolę już wybrać na pierwszy rzut oka gorsze przedszkole (i niestety też droższe...), ale za to z możliwością odprowadzenia córki bez ciągłego poganiania i nerwów...
No nic, całe życie stajemy przed różnymi wybrami, mam nadzieję że w tym przypadku wybierzemy dobrze dla naszych dzieci...
Co do pieluch - z Niną miałam ze 20 tetrowych i kilka chyba flanelowych. Młoda strasznie ulewała, więc nie było tego za dużo (ale też nieza mało). Poza tym teraz ma taki okres że pieluszka to jej najlepsza przyjaciółka - bez niej nie da się otrzeć łez, bez niej nie ma też spania, no i na spacer najlepiej żeby też poszła (ale na szczęście w plecaku i nie jest ani na chwilę wyjmowana - wystarcza świadomość że jest ;-)).
Teraz kupiłam najpierw 5 na spróbowanie jakie będą - okazały się fatalne, jakieś takie strasznie cienkie i w ogóle słabe (poprzednio mama kupiła tetrę z metra i mi szyła), kupiłam więc innej 10 (nie było mniejszych paczek) - ale jeszcze czekają na wypranie, i do tego mama mi dziś przywiozła chyba coś koło 10.
Teraz wyrzucę wszystkie zszarzałe, poplamione i sztywne które zostały mi po Ninie i będzie ok. A muszę mieć zapas bo młoda pewnie będzie kraść Adrianowi

Flanelowych mam 5 -np do podłożenia w wózku/leżaczku/kołysce pod główkę, bo to taki miły materiał... :-)
Co do świąt, to jeszcze nie wiem co planujemy, bo myślałam że teściowie odpadną ze względu na wyjazd do szwagierki lub przyjazd szwagierki do nich (z wiecznie chorą dwulatką od której nie chcemy się zarazić ;-)), ale okazało się że szwagierka wyjeżdża do spa więc pewnie wypadałoby teściów odwiedzić...

W sobotę na pewno maluję jajka i stroję koszyczek, a męża nakręcę na robienie żurku. Poza tym nie chce mi się nic przygotowywać - może za rok zacznę się starać, dla Niny, żeby wiedziała o czym w przedszkolu mówią ;-)
A w temacie święta-rodzice/teściowie ja od początku powiedziałam mężowi jasno - Wigilia jednego roku u jednych drugiego u drugich (ale wtedy pierwsze czy drugie święto u tych drugich byliśmy), choć marzy mi się aby tegoroczną Wigilię spędzić tylko we czworo u nas w domku... Czas pokaże jak to będzie :-)
Pola - wytrzymaj tam dzielnie! I pamiętaj że praktycznie już za chwilę Twoj maleństwo będzie już z Tobą! :-)