Witam kochane środowo,
na początek zrówka życzę chorowitkom i tym, których jeszcze nie dopadło, by już nie dopadło...
ja znów pranie i zaraz zabieram się za ciąg dalszy porządków przed świątecznych, dziś w planach salon i pokój przejściowy (taki z wyjściem na taras), łącznie jakieś 40 m kw, mam nadzieję, że dam radę, bo tu to jest meksyk, zabawki Ami wszędzie...wrrrr...muszę większość wynieść do niej na górę do pokoju
aaaa, a ten anestezjolog, taki starszy, wysoki i siwy??? jak tak to super jest, mi podawał ZZO a później był przy CC- bardzo sympatyczny i cudowny człowiek...co do św. Zofii, ja się jużkiedyś wypowiadałam, że raczej bym tam nie chciała rodzić

moja siostra cioteczna rodziła i była zadowolona (ale też płaciła

), z tego co wiem to nie uznają tam CC (przynajmniej było tak w 2008 roku jak rodziłam Ami), czyli, że jeśli jest problem to zamiast na stół wyciągają Ci dziecko próżniowo, co jak dla mnie jest tragedią (przyjaciółka miała poród próżniowy- masakra)...druga siostra trójkę swoich dzieci rodziła na Lindleya (Szpital im. Dzieciątka Jezus bodajże), ja byłam tam raz ze skórczami przepowiadającymi z Amelcią, miło wspominam panie z izby przyjęć, szpital co prawda nie wygląda jakoś specjalnie super, ale siostra była baaardzo zadowolona z opieki (ta akurt nie płaciła

)
ankzoc, współczuję, ja bez lapka jak bez ręki, dobrze, że w domu są dwa i jeden stacjonarny, ale i tak korzystam tylko ze swojego...
Miss, gratuluję synków :-)
yoohoosek, mocno trzymam kciuki za Twój zapał, dasz radę, ale stopniowo Cię proszę, nie przemęczaj się, do świąt jeszcze 19 dni, więc spokojnie zdążymy ;-):-)
miłego dnia