Myszka - ja się nie denerwuje. My akurat mamy takie zarobki, że ten tysiąc becikowego to nam na nic nie jest potrzebny. Sama miesięczną ratę za auto mamy kilkakrotnie wyższą. Chodziło mi bardziej o to, że w naszym kraju większość ludzi choćby nie wiem jak sie starało i pracowało zawsze ma pod górkę. Obcinanie becikowego w ramach oszczędności budżetowych to jakieś nieporozumienie.
My mamy takich znajomych, którzy zarabiają dobre pieniądze. A co z tego. Żłobek trzeba opłacić, bo w państwowym miejsca nie ma. Dziecko trzeba tam zawieść. A jeszcze choroba małego wymaga leczenia i dużo pieniędzy na to idzie. Oni się nie załapują na becikowe, a pożyczają co miesiąc pieniądze bo już nie mają. Kolejnego dziecka spodziewają się w czerwcu.
Bardziej chodziło mi o to, że mogliby jakoś wspierać bardziej rodziny z dziećmi i spodziewające się potomstwa. W innych krajach są comiesięczne świadczenia na dziecko i to nie grosze. U nas zawsze jakieś obcinanie, a jak człowiek juz jakoś w miarę zarabia to go uważają za bogacza i nie trzeba mu już żadnych świadczeń.
Ostatnio czytałam artykuł, że w Polsce za osobę bogata uznaje się człowieka zarabiającego 7,5tys brutto miesięcznie. W innych krajach to norma, a nie bogactwo. Kuzynka z berlina zarabia 1700 Euro na miesiąc, a pracuje 5h dziennie na jakimś śmiesznym stanowisku. Mieszka z koleżanką i stać ją na wakacje raz w roku na Dominikanie, Sri Lance albo Indiach. Uśmiałam się bardzo, bo wg tego artykułu co go czytałam to my z mężem jesteśmy superbogaci, a osobiście się za takich nie uważamy.
A jak to jest w przypadku rodzin żyjących z rolnictwa, sadownictwa i ogrodnictwa. U mnie w domu się nie przelewało. Nigdy pieniędzy nie było. Rodzice sobie wszystkiego odmawiali dla nas.. a nie dostaliśmy nigdy ani grosza, bo wg. państwa było 500zł więcej na głowie niż granica przyznawania świadczeń. Obliczyli, że jakieś tam hektary powinny przynosić jakiś tam zysk i wnioski odrzucali. Takich ludzi znam mnóstwo.
Ja się cieszę, że nie są mi potrzebne żadne pieniądze od Państwa i mam na nowy wózek i lekarstwa i wizyty u lekarzy. Przecież my 1000zł wydaliśmy na same wizyty i badania Antka po porodzie, bo płakał 20h/24h i nikt nie wiedział czemu. A państwowo były kolejki na za 1,5-2m :/