U mnie na kursie sa przeważnie Turczynki i one sa przemiłe, wszystkim sie chcą dzielić, jakimiś preclami, nawet sałata ;-) nie pozwalają mi sie schylać jak np długopis mi spadnie i ciagle powtarzają, ze mama czy tesciowa moga za mnie duzo robic, ze dlaczego ja sama sprzątam czy cos, u nich to nie do pomyślenia. Jak sie pojawia dziecko to wszystkie babcie ciocie mamy siostry i kuzynki pomagają, sprzątają, gotują itd zeby mama doszła fo siebie, była najedzona i wypoczęta, tak samo jak jAk sa jakoes urodziny czy inna okazja to kazdy cos robi albo przynosi i tym sposobem nie ma tak, ze sie stoi przy garach cały dzien zeby rodzine obsłużyć. Bardzo mi sie to u nich podoba. Nikt nie pyta "o moze ci pomoc, moze ukroje ciasto" tylko bierze nóż i robi. A u nas jakis durny wymysł Matki Polki czy innej Superwoman "zajadę sie ale zrobię sama"...a na dbanie o siebie nie ma zwyczajnie siły, dla mnie czasem wyczynem było umycie włosów bo najpierw dziecko, sprzatanie, gotowanie, maz a o sobie na koncu myslslam. Teraz juz tak nie jest bo pomoc biore skad sie da ale np ostatnie tygodnie jak sie tesciowa nie odzywa to to odczułam bo tak to mi obiad przyniosła czy młoda wzięła nawet żebym mogła sue przespać czy wykapać na spokojnie.