marika - moja wersja faktycznie skrótowa. Ale opiszę Wam jak go pierwszy raz zobaczyłam...
Miałam wtedy naście lat, jeden nieudany związek za sobą i właśnie byłam na etapie szukania nowej miłości. Poszłam z koleżanką na ślizgawkę i zobaczyłam mojego wybranka, jak zręcznie porusza się po lodzie. Starałam się złapać go wzrokiem i udało się. Wpadłam mu w oko, ale obydwoje byliśmy zbyt nieśmiali aby odezwać się do siebie. Więc przez godzinę jazdy na lodzie uśmiechaliśmy się do siebie z daleka. Normalnie miłość od pierszego wejrzenia! Godzinę zbierałam się żeby do niego podejść. W końcu po ślizgawce odważyłam się, zaczęłam go szukać...i zobaczyłam jak idzie za rękę z jakąś dziewczyną. Później okazało się, że to jego panna przyszła po niego.
No i minęło tak kilka miesięcy wzdychania, szukania go na kolejnych ślizgawkach, w autobusie, w sklepie. Przepadł jak kamień w wodę.
Straciłam już nadzieję. Poszłam z koleżankami na dyskotekę i tam mój cud wpadł mi w ramiona

Nie był zbyt trzeźwy ale całe szczęście na drugi dzień nie zmył numeru telefonu, który szminką napisałam nu na ręcę.
Zadzwonił dopiero po tygodniu (długo mnie przetrzymał) - i to był naaaajdłuższy tydzień w moim życiu...Istna mordęga: zadzwoni czy nie??
W końcy zadzwonił i już przez 13 lat nie wypuściłam go z rąk hihi.
Banalna historia...ale nie da się opisać tych uczuć które targają młodą duszą hehe. Fajnie jednak to wspominać!
Teraz Wasza kolej!