heyka
ewa - wydłuża Ci się nos, Anna - maleją Ci piersi?? Dziewczyny - mnie już nie zdziwi nawet jak mi skrzydełka wyrosną, albo jakieś inne szaleństwo. mam wrażenie, ze w tej ciąży to wszystko możliwe.
A teraz wam opowiem dzisiejszy dzień i liczę na współczucie. Proszę mnie poprzytulać...
Całą noc bazgrałam prace mgr, bo miałam dzisiaj oddać kawałek kolejny, siedziałam chyba do 3-ciej. Na badania musiałam wstać o 6-tej i pobiec do ośrodka. Pobrali mi krew i ledwo zdążyłam na autobus na uczelnię. Był zapełniony po brzegi. Stanęłam przy grupce młodzieży (siedzącej) i kilku paniach w wieku ok. 35-40 lat!!! Chyba pobieranie krwi i bieg na przystanek zrobiły swoje, bo ... straciłam orientację... osunęłam się po fotelu i zdążyłam tylko krzyknąć : "Proszę otworzyć okno" - nadal nikt mi nie ustąpił, jak doszłam do siebie przy tym oknie, to kazałam się kierowcy zatrzymać, bo już nie dałam rady!!! Wysiadłam 6 przystanków wcześniej!!! Siadłam na ławeczce i rozbeczałam się jak dziecko!!! Nie macie pojęcia jak bardzo było mi przykro. W tym autobusie było ok 50-60 osób i nie znalazł się, kto spojrzałby w stronę kogoś potrzebującego. Spojrzałam na wystawę sklepową i zobaczyłam swoje odbicie - byłam fioletowo - blada, a z każdego włoska kapał mi pot! Tego się nie dało nie zauważyć!!!!! Posiedziałam ok 20 minut, wybeczałam się i doszłam do siebie - nigdy jeszcze tak bardzo nie straciłam kontroli nad swoim organizmem!! Potem bałam się wsiąść w kolejny autobus, więc zrobiłam maraton przez pół miasta na uczelnię, a tam.... godziny rektorskie!!!!!!!!!!!!!!!! Nikt mnie nie poinformował, że seminarium się nie odbędzie (jak i zresztą całej mojej grupy). Na uczelni zjadłam kanapkę, wypiłam kawę z automatu i po godzinie ruszyłam na przystanek. Na szczęście otrzymałam miejsce siedzące. Nadal jestem nieprzytomna. Tracę wiarę w człowieka...