reklama

Lipiec 2008

reklama
Kasia, Post - to ja rezerwuję niedzielne popołudnie, Post - popołudnie czyli tak około 15:00 jest ok? mi wsio ryba, a i dajcie znać gdzie, jak będzie ładna pogoda możemy po prostu gdzieś na spacer czy jak wolicie. zdzwonimy się jeszcze w sobotę w takim razie.
 
witajcie kochane
niewiem od czego zacząć,ale powiem Wam, że u nas to chyba sprawdza się powiedzenie, że nieszczęścia idą parami:-( przeżyliśmy dzisiaj naprawdę dramatyczny dzień:-(:-(:-( do tej pory mam sparalizowaną lewą stroną (prawdopodobnie za sprawą nerwa) Najpierw walka z bakterią a teraz to....:-( ale moze od początku i w skrócie Wam opiszę:
w nocy mała coś się wierciła, przyszła do nas do łóżka i tak do rana się kotłowała, rano M zawiózł młodego do szkoły i słyszalam jak do nas zachodził co i rusz, a że malutka położyła główkę na mom brzuchu więc ja też kimałam i tak około 8mej M wchodzi do nas i mówi, że mała jakaś dziwna jest????? zerwałam się i patrzę a Tosia ma oczki skierowane w górę i patrzy tylko w jedną stronę i totalnie nie reaguje na nasze wołanie!!!:-( zero kontaktu z rzeczywistoscią. więc ja od razu dzwoniłam do naszej prdiatry i tłumaczę co się dzieje (wtym czasie niania dzwoniła na pogotowie) dr każe nam od razu nabok małą kłasć i mówi, ze to mogą być dgrawki padaczkowe przy strasznie wysokiej temperaturze (rzeczywiscie miała wysoka, ale nie było czasu w tej chwili jej zmierzyć) i było tak, ze dr mówi że mała moze mieć drgawki i w tej chwili mała dostała drgawek, z achwile dr mówi, nie kładźcie na wznak bo moze się udławić śliną i rzeczywiście mała nie miała żadnej reakcji przełykowej i cały czas nie reagowała, dr kazała mi w tej chwili znaleźc czopek na zbicie temp. niewiem ile czasu to trwało ale ja wszystko robiłam automatycznie, dla mnie to były wiekie ale ruszałam sie temp błyskawicy. Z tego wszytskiego M jak zaczął tłumaczyć jak ma karetka dojechać, to skierował ich na nasz dom (ten budujący) za pare minut oprzytomniał i prosił nainię a co by znowu zadzoniła (nie chciała już nas chyba dziewczyna denerwować ale joby chyba poszły od pani z pogotowia) Jak juć przyjechała karetka (rzeczywiscie pomimo kręcenia a nasze domy są w przeciwnych kierunkach Olsztyna) była baaardzo szybko i bardzo mili ludzie i jak juz dotarli, to mała zaczęła kontaktować, płakała ale to był dobry znak.... dr powiedział to samo co nasza pediatra, żenie raz dzieci tak reagują na temp. i do piątego roku życia musimy uważać:-( no ale jasię pytam skad ta temp????? ponieważ bierze antybiotyk 5 dzień i raczej na niego nie powinno być takiej reakcji po tylu dniach?? lekarz mówi, ze różnie bywa, ze może nie raz dziecko tak reagować wysoką temp. po niestrawnosci i ja w tym momencie zonk:szok: przypomniała mi się wczorajsza wieczorna sytuacja i od razu mówię im, ze chyba to moja wina, otóż mała wczoraj znalazła suszone morelki w szafce i zaczęła je wcinać, ja oczywiscie ok niech je, ale gdzieś po 5-6 morelach Kornel spróbował i mówi, ze one jakieś chyba stare są więc je spróbowałam i rzeczywiscie dobrym bimbrem zalatywały i je od razu zabrałam małej... i wiecie żołądeczek malutki przestał pracować i stąd ta temp mógła być (a do tego dodam, że bierze antybioty czyli osłona flory jest żadna, więc jelitka nie dośc że małe to bez zabezpieczeń) i od razu w lament wpadłam, ze wyrodna matka jestem, bo sfermentowane morele dziecku dałam, oczywiscie lekarze uspokajali mnie, ze nic się nie stało musimy uważaći etc. Później malutka grzecznie leżała, dałam jej kaszki a co by rozkręcić troszkę brzuszek i powiem Wam, ze już póxniej było ok. wręcz mała szalała, miała temp. więc czopkiem szybko działałam ale było ok. Wieczorem pojechałam do naszej dr. i ona mi godzinny wykład zrobiła, że moga być dwie drogi- pierwsza, ze był to jednorazowy przypadek aczkolwiek musimy być bardzo czujni na stany gorączkowe, bo mała moze tak na nie reagowaćza każdym razem, i po pierwsze zawsze zbijac temp , nie czekać nawet jak ma 38 ipo drugie wypisała mi lek (tzn dwie dawki) to jest co na zassadzie relanium (jakby miała nie daj boze znowu taki stan, to od razu ten czopek się wkłada a co by niedopuscić do niedotlenienia mózgu) ja zaczęłam sobie wkręcać czy mała nie miała teraz niedotlenienia ale M tłumaczył, ze sina nie była, tylko niania mi mówiła, ze ustka miała sine (boze ja w całej tej sytuacji nie zwróciłam na to uwagi) a druga sprawa moze mała mieć jakieś problemy neurologczne i tu potzrebna jest specjalistyczna konsultacja (więc ja już nie czekając umówiłam na jutro małą do neurologa) i wtedy badanie bodajże eeg ma wykazać czy coś małej może dolegać:-( bynajmniej dzień miała już spokojny my natomiast z M cały dzień oczy mielismy zapłakane, a najbardziej mój M, dziewczyny on płakał jaj bóbr jak mala nie widziała:-(zresztą jak ja sobie przypomnę jak Tosik wygladał to od razu płakać mi się chce:-(mówiłam dr że mała zrobiła trzy kupki, niby zielone ale to oznaczaże wydala te paskudztwo i że żołądeczek zaczął pracować, zresztą nawet w dzień była głodna i tylko się troszke martwie bo nianie zaszantażowała i wydębiła pomidorki (fakt, ze bezskórki) i jej ukochane oliwyi pare pistacji i boję się czy cośznowu nie będzie bo mamy być nadelikatnej diecie (boże ja niemam pojęcia co jej dawać??? bo tak ryżunie cierpi, kaszą manną pluje na odległość jedynie co trawi to kisiel, jogurty, i rosół) i takogólnie jak któraś nie chce spać to ja chętna nanocne rozmowy bo postanowiliśmy z M wartować całą noc (ja mam wartę do 3-4 tej) a później M pilnuje...jakoś pozytywne nastawienie mnie opuszcza:-(
wybaczcie, ze znowu wam marudze ale w sumie to jesteście moje psiapsióły i wręcz powinnam się dzielić z Wami i dobrymi i tymi nie dobrymi sprawami:-(
ps. no teraz to przegięłam na maksa z tym postem, ale myślę że ten jeden raz mi wybaczycie;-)
 
Matko Boska Tosika, mam ciary na całym ciele... No nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Masakra... Bardzo współczuję Wam tych przeżyć i mocno trzymam kciuki, żeby to był tylko taki jednorazowy przypadek. Ściskam Was mooocno!

Ja wczoraj poszłam spać o ... 20, takl fatalnie sie czułam. Jeszcze ajkichś dreszczy dostałam. Dziś też kiepsko sie czuję, ale mam nadzieję, że jakoś dojdę do siebie
 
O rany Tosika:szok::szok::szok:
Boże takie chwile grozy!!!!! Mam nadzieję,ze to się nie powtórzy i w ogóle kto by się spodziewał takiej reakcji??? Nawet nie wiedziałam,ze zatrucie może sie takim czymś objawić.Współczuje Wam przeżyć i gratuluje odwagi i racjonalnego myślenia w takiej sytuacji.Zdrówka dla Tosi no i dla Ciebie,coby ci ten nerw puścił.Przytulam.

Kasia ty też się trzymaj!

Mnie wczoraj też dreszcze męczyły i ogólnie śpiąca byłam,ale myslę,ze to po odczulaniu,chociaż do tego mnie strasznie cycki bolą no i nie wiem ,nie nakręcam się poczekam na @:-p
 
Ostatnia edycja:
Tosika wspolczuje przezyc:-(. Czytajac twoj post plakalam:-(Dobrze ze tak to sie skonczylo:tak:Nie wiem jak ja bym sie zachowyywala w takiej sytuacji, :-(
Kasia trzymam kciuki zeby Cie cos nie dorwalo:tak:
Madzia to trzymac kciuki zeby @ nie przyszla:-D
Ja sie przeziebilam nos zatkany:-( a poza tym postanowilam ze przez Wielki Post nie bede jadla slodyczy. Moze to pedzie poczatek jakiejs diety, bo zadne jakos u mnie nie trwaja dlugo:zawstydzona/y:tzn ja nie mam silnej woli chyba:baffled:
Zaraz spadam z Misia i Seba na spacer i przy okazji na zakupy
 
Tosika, strasznie Ci współczuję tego stresu i strachu:-( Nie wiem,c zy potrafiłabym zachować taką trzeźwość reakcji, jakby mi tak Flo schodziła... Mam nadzieję, ze to był jednorazowy wypadek - może malej się nalozyła gorączka, wysłabienie i podtrucie. Mnie lekarka jeszcze radziła, jak nic nie pomaga na temperaturę, dać 1/3 'dorosłego' pyralginu w czopku oraz zimne kąpiele. No i napisz, jak dzisiaj się mala czuje:tak:

Dorka, chyba jednak masz bardzo silną wolę, bo ja bym w życiu 60 dni bez slodyczy nie wytrzymała:tak:

A co do reszty ze złym samopoczuciem,to tym co nie planują zaciążenia, życze szybkiego powrotu do zdrowia, a pozostałym oby się coś wykluło:-)

I zmykam bo od wczoraj tlukę paskudnie wielkie zlecenie...wczoraj 8 godzin, dziś jakieś dziesięć i tematyka, której nie lubię...no ale czego się nie robi dla pieniędzy:-p Asia z Benem wycofali się na długi spacer, po tym jak młodego obwarczałam...bo mi się dzieci pomyliły:-D
 
reklama
Hej, witam i ja.

Tosika, rany, dobrze że dobrze się skończyło, ale miałam dreszcze jak czytałam, koszmar przeżyliście, oby to było jednorazowe, dużo zdrowia dla Tosi, i sił dla Ciebie i M. Pogadać mogę jak najbardziej, ale nie tak późno w nocy :sorry2: Ale jak coś można dzwonić :tak:

Surv hehehhe , dzieci ci się pomyliły :-D:-D, obyś szybko zlecenie skończyła :tak:

Dorka, Kasia zdrówka.

Madzia kciuki zaciśnięte, a coby @ nie przylazła :-)

A my dziś z Olką byłyśmy na konsultacji anestezjologicznej, i czekałyśmy na doktorka 2 godziny :wściekła/y:, no i wszystko ok, w piątek o 6:30 mamy się stawić na izbie. Trzymajcie więc proszę za nas w piątek kciuki, bo mimo że wiem że będzie ok, to jakoś tak się martwię :sorry2::zawstydzona/y:

Miłego dzionka
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry