Hej kochane!
Mam dzisiaj bardzo kiepski dzień. Siedzę w pracy i uprawiam czarnowidztwo (chyba tak to się pisze). Wydaje mi się, że brzuch mi się zmniejszył, nie mam żadnych objawów i że z dzidzią coś jest nie tak. Chciałabym mieć optymizm niektórych z Was, ale jakoś nie potrafię. Jestem na siebie zła, sama sie przecież nakręcam i denerwuję. A USG dopiero 22 grudnia - nie wiem jak wytrzymam.
Przepraszam, że tak piszę ale nie mam się komu wyżalić. Mąż nie rozumie moich obaw, uważa że przesadzam. Pewnie ma rację, że za bardzo się przejmuję, ale czasem po prostu mam zły dzień i nie ma na to wpływu.
Myślałam nawet żeby się zapisać na USG do innego lekarza i zrobić sobie w międzyczasie dla pewności, ale nie wiem czy to dobry pomysł.