Veronique a moze lepszym rozwiazaniem bylo isc do veta i go uspic :-( bidok by sie nie meczyl, oni by nie rozwazali czy to zakazne bylo czy nie, nie wyrzucaliby ci w twarz twojego postepowania, bo zrobilas to i co uwazalas za najbardziej sluszne, inny ludzie wyrzucaja zwierzeta do lasu, zostawiaja je same sobie po czym zdychaja z glodu, ty oddalas go do schroniska bo tak wydawalo sie najbardziej slusznie i jeszcze cie chca za to karac :/ ehh szkoda slow ...
poza ty gdyby mojemu dziecku cos mialoby sie stac z powodu tego ze mam fretka to z bolem serca ale tez bym go musiala oddac. Nie ma nic wazniejszego niz dziecko, pozniej zwierzaki... (a na samym koncu maz

)
wyobrazcie sobie akcje mojego D o 4 rano. Obudzilam sie bo zaswiecil swiatlo w pokoju w poszukiwaniu jednego komara ktory mu brzeczal kolo ucha (niesamowite jak mozna sie obudzic z powodu komara) wiec juz w tym momencie sie wybudzilam, pozniej zaczal klnac jaki ten komar jest upierdliwy, ze to moja wina bo wyciagnelam z wtyczki srodek przeciw komarom (dodam ze mama D wsadzila go na lezaca i caly plyn sie wylal i w momencie gdy tego dotknelam to 2 dni mi ten smrod z rak nie chcial zejsc i wszystko co dotknelam smierdzialo tym dziadostwem na komary), pozniej zaczal gadac ze ja sie jeszcze wyspie przez caly dzien a on musi wstac do roboty niewyspany itd itp...
powiedzialam mu ze jak bedzie swiecil swiatlo to komara nie zabije bo komar jest madrzejszy od niego i sie chowa, ze trzeba zgasic swiatlo i czekac az sie zblizy do ciala, no i tak czekajac w ciszy D sobie zasnal i chrapal jak bulgod francuski a ja czychalam na tego dziada i w koncu go zabilam, co nie zmienia faktu ze od 4-7 nie moglam zasnac.
Taka moja historia nocna z komarem i D w roli gownej
